RSS
 

Nowe Jutro

31 gru

O nie! Niech się wali, niech się pali, ale muszę napisać jeszcze krótką notkę na zakończenie roku!

Nie odzywałam się długo, ale póki nie zawidnieje tu oficjalna informacja, że kończę z blogiem, nadal będę dodawać jakieś posty. Z częstotliwością raz na pół roku, ale zawsze! To tak, gdyby znaleźli się jacyś zainteresowani i zaglądający tu.

Pytanie standardowe: jakiś przełom w życiu? Coś, czym musiałabym się podzielić z całym światem?
Odpowiedź standardowa: nie.

We wrześniu byłam na pierwszym weselu osoby z grona moich znajomych. M., o której bardzo dawno temu tu słowem wspomniałam, wyszła za tego jedynego i jest najszczęśliwszą osobą pod słońcem (a przynajmniej tak mówi). Mogę więc stwierdzić, że weszliśmy już w etap, kiedy znajomi nie biorą ślubu dlatego, że „wpadli”, lecz  dlatego, iż zwyczajnie się kochają.
Jako osobę towarzyszącą na weselu wybrałam K. Przewrotny los sprawił, że brat K. miał również ślub i… również tego samego dnia. Mieliśmy udać się na obie uroczystości razem, a w ostateczności poszliśmy na nie bez partnerów. Ale i tak stwierdziliśmy, że najlepiej bawiliśmy się wspólnie na poltrze u M., gdzie co chwilę musieliśmy tłumaczyć rozanielonym gościom, że nie jesteśmy parą, choć „tak ładnie razem wyglądamy”.

We wrześniu wzięłam się za siebie i, korzystając z uroku jeszcze ciepłych dni i wolnego czasu, postanowiłam trochę się rozruszać. Wspólnie z K. co drugi dzień albo jeździliśmy na rowerach, albo chodziliśmy na basen, by porządnie przepłynąć niemałe odległości lub by zwyczajnie posiedzieć w jacuzzi i zaplanować następną rowerową przejażdżkę.

W październiku wróciłam na uczelnię, oficjalnie rozpoczynając piąty semestr. W listopadzie pozwoliłam sobie na krótkie wakacje i wybrałam się nad wietrzne i deszczowe wtedy morze. Po powrocie zakręciłam się jak słoik w wirze nauki, pracy i ogólnego zamieszania… Kolokwia, zbliżająca się wielkimi krokami sesja, a jeszcze większymi – zbliżający się licencjat. Zaczęłam udzielać korepetycji z dojazdem do uczniów, co też zabiera sporo czasu. I w całym tym ferworze nie zdołała mnie nawet złapać jesienna czy zimowa chandra, bo zwyczajnie nie mam na nią czasu ani tym bardziej ochoty; choć pewnie wspaniała pogoda i słoneczne dni też robią swoje.

Teraz trochę odpoczywam i prowadzę nocny tryb życia, zresztą jak zwykle w okresie świąteczno – noworocznym. Podziwiam naszą choinkę – po raz pierwszy w moim życiu jest ona żywa, pachnąca i wysoka aż po sam sufit. Wygląda zjawiskowo.

Jest dobrze, nie narzekam. Staram się dostrzegać we wszystkim tylko i wyłącznie same pozytywy, bo tak jest zdecydowanie łatwiej i przyjemniej.
Czego również i Wam życzę w nadchodzącym Nowym Roku!

LemON – Jutro

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Pesymista

    2 stycznia 2016 o 17:10

    Pół żartem, pół serio, ewoluujesz, z pesymistki w realistkę, z realistki w optymistkę i to jest przełom, i o tym powinnaś powiadomić świat. W końcu całkiem u góry jest napisane, pozwolisz że zacytuje: „BLOG O IŚCIE PESYMISTYCZNO-REALISTYCZNYM SPOJRZENIU NA ŚWIAT ZWYKŁEJ STUDENTKI. NARZEKAĆ BĘDĘ.”

    Pozdrawiam :)

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      7 stycznia 2016 o 17:55

      Drogi Pesymisto!
      Jest trochę racji w Twoich słowach, jednak nazwanie mnie optymistką jest trochę przesadzone. A przynajmniej „jeszcze” przesadzone. :) Dlatego opis bloga zostaje w niezmienionej postaci, bo u mnie jak w kalejdoskopie – może za chwilę mi się odmieni? :) Czego, oczywiście, bardzo bym nie chciała…

      Pozdrawiam! :)

      PS. Jadąc nad morze, znów przejeżdżałam przez Twoje miasto i poraz kolejny się tam pogubiłam! Coś nie mam szczęścia do Twoich okolic. :P
      Co u Ciebie?

       
      • ~Pesymista

        8 stycznia 2016 o 00:08

        Sprawa pierwsza, w mojej uroczej mieścinie zamierzają w najbliższych latach dobudować kolejną część obwodnicy, a co za tym idzie ruch powinien być ułatwiony.

        Ostatnimi czasy pewni optymiści próbują mnie przeciągnąć na swoją stronę. Muszę przyznać, że naprawdę się starają, szkoda że złe fatum wiszące nad moją postacią psuje im szyki, a mi humor. Po sylwestrze po raz drugi, trzeci usłyszałem obietnicę nie mieszania się i nie zachęcania mnie do czynów świadczących o dużym optymizmie. Szkoda, że nie wiedzą że każda porażka powoduje jeszcze większy pesymizm. Jak w ruchomych piaskach, nie szarpiesz się nie toniesz, zaczynasz się szarpać toniesz.
        Z jednej strony cieszę się, że ich znam, że imprezuję z takimi szurniętymi optymistami, z drugiej strony to jest męczące, zwłaszcza widok ich sukcesów.
        Najważniejsze to cieszyć się z cudzego szczęścia.

        W skrócie nie jest idealnie, nie jest strasznie źle, można by rzec że w skali od 1 do 10 mocna 3.

        No i się rozpisałem, i to za bardzo.

        Jak na studiach? Jak życie uczuciowe? Czy my jako czytelnicy Twojego bloga mamy rozumieć, że relacja z K może wskoczyć na wyższy poziom?

         
        • ~Smutna Dziewczyna

          8 stycznia 2016 o 19:15

          Bardzo dobrze, że się rozpisałeś! Musisz robić to częściej! :) Chociaż tak rozruszamy tego bloga. :p

          Najważniejsze jest, by cieszyć się SWOIM szczęściem, pamiętaj. Czyjeś szczęście może być najwyżej dodatkiem.
          Myślę, że takie „przeprogramowanie w głowie” zależy od nas samych, a nie od znajomych. Oni mogą co najwyżej trochę się do tego przyczynić, ale najważniejsze jest samozaparcie i samonastawienie (o ile takie słowo w ogóle istnieje :) ). Zmuszanie kogoś na siłę chyba nie ma większego sensu.

          Miejmy nadzieję, że już następnym razem nie zgubię się w Twoim mieście. :)

          Jeśli chodzo o studia to tematem numer jeden jest oczywiście sesja. Na drugim planie licencjat. Dosyć dynamicznie do przodu. :) A jak Twoje studia?
          A życie uczuciowe? W związku z powyższym raczej nie ma czasu, by coś w tej sferze miałoby się zmienić.

          Znajomość z K. trwa od tylu lat, że, gdyby miało zadziać się „coś więcej”, już dawno by się tak stało. Jest to przyjaźń – nie żaden tam friendzone, o co wielu mogłoby nas posądzić. W zasadzie relacja bratersko – siostrzana. :)

           
          • ~Pesymista

            8 stycznia 2016 o 21:17

            Problemem jest to, że nasz charakter i sposób myślenia nie zależy w stu procentach od nas samych. To otoczenie i wydarzenia z naszego życia nas kreują. Optymista za pomocą samozaparcia nie zmieni się w pesymistę kiedy to w jego życiu wciąż będzie więcej wydarzeń pozytywnych jak negatywnych. Tak samo z pesymistą, nie zmieni się on w optymistę jeżeli jego życie, otoczenie będzie wyglądało cały czas tak samo. Choć należy przyznać, że łatwiej zejść z optymisty do pesymisty jak z pesymisty do optymisty. Tak na marginesie zazdroszczę trochę Tobie twojej przemiany ;)
            Odnośnie moich „studiów”, szczerze mówiąc nie jest źle, póki co. Dzięki zakładowi z pewną koleżanką (oraz wykładowcą, nie pytaj się o szczegóły) udało mi się z lekka podnieść średnią. Temat który wybrałem należy do jednych z trudniejszych, tak strzeliłem sobie w stopę, przynajmniej ładnie będzie wyglądać w CV.

            Jesteś pewna, że nie znalazłabyś czasu? Fakt faktem nie masz najłatwiejszego kierunku ale to nie znaczy, że w razie nagłego pozytywnego zdarzenia losowego nie znalazłabyś go więcej.

            Szkoda, że w obecnych czasach pojęcie przyjaźni zanika, pojawiają się za to nierzadko gorsze substytuty. Przykładem jest friendzone.

            Jak idzie Tobie pisanie pracy licencjackiej?

             
            • ~Smutna Dziewczyna

              9 stycznia 2016 o 20:31

              Tak, masz rację. Więc jeśli istnieją warunki sprzyjające zmianie myślenia, aż grzech byłoby nie skorzystać. :)
              Ja podeszłam do tego odrobinę egoistycznie. Zauważyłam, że załatwię o wiele więcej (na uczelni, w sklepie czy w każdym innym miejscu) z uśmiechem na twarzy. :) Dlatego wszelkie czarne chury staram się przegonić znad swej głowy. Nadal jest we mnie więcej realizmu niż optymizmu, a ostatnimi czasy – więcej racjonalizmu. Dopiero teraz odkrywam, że wiele spraw jest niewartych przejmowania się, a już samo to poprawia mi nastrój. :) Nie ma czego zazdrościć. :)

              Co do czasu i spraw uczuciowych: raczej miałam na myśli to, że dzisiaj nie mam wolnej chwili, by móc gdzieś chociażby kogoś poznać i by w moim sercu „zawrzało”. Jednak gdyby „nagłe pozytywne zdarzenie losowe” miało miejsce – czemu nie? :) Ostatnio znalazłam piękny cytat z księdza Twardowskiego: „Jeśli kochasz, czas znajdziesz nie mając ani jednej chwili”. Głęboko w to wierzę. :)

              Mój licencjat to nowość, która została wprowadzona niedawno. Mam prezentację licencjacką – coś w rodzaju ustnego egzaminu z polskiego na maturze z drobnymi innowacjami. Dlatego nie muszę się spieszyć i dopiero szukam materiałów. :)

               
              • ~Pesymista

                9 stycznia 2016 o 23:33

                Gorzej gdy takich warunków nie ma, co więcej nie przewiduje się ich powstania w najbliższym czasie.

                Szczerze mówiąc nie trzeba być optymistą żeby być miłym i uśmiechniętym. Jakby nie spojrzeć pesymiści którzy „gardzą” innymi, nie potrafią komuś pomóc, uśmiechnąć się do kogoś itd. są ogromnymi narcyzami i egoistami. W końcu ciągłe zapatrzenie w swoje problemy i niezauważanie problemów innych ludzi jest nie do przyjęcia. To tak jak z posiadaniem konkretnych poglądów politycznych. Możesz lubić partię „truskawek” i szanować sympatyków „wiśni”, przedstawiać im racjonalne argumenty, dyskutować na ten temat. Możesz być również radykałem i wierzyć w to, że wszystko co robisz jest dobre, a wszystko co robią inni jest złe, okropne. Ty nie zachowujesz się egoistycznie. Po prostu ułatwiasz sobie życie nie tylko nie krzywdząc nikogo ale też poprawiając komuś dzień swoim uroczym uśmiechem.

                Podsumowując: czarne chmury są dobre o ile potrafisz je w odpowiednim momencie schować i pokazać komuś swoje słoneczne oblicze. Pisze Tobie to pesymista który, uwaga, jest brany za pozytywnego gościa. Samo obarczenie innych swoimi problemami jest przykładem skrajnego egoizmu. Nie ukrywajmy, osoby chore na depresję tego nie okazują, to czemu miałby to robić zdrowy pesymista?

                Odnośnie wolnej chwili też się z Tobą nie zgodzę. Poznać kogoś możesz wszędzie, w sklepie, autobusie, pociągu, na korytarzu. Świat jest strasznie nieprzewidywalny, wolna chwila nie jest potrzebna.

                Co tyczy się licencjatu: Ty farciaro ;)

                 
                • ~Smutna Dziewczyna

                  10 stycznia 2016 o 17:25

                  Drogi Pesymisto!
                  Nie wiem czy czarne chmury są takie dobre jak mówisz. Może i tak, jeśli potrafisz sobie z nimi dobrze radzić, a nawet znajdujesz wśród nich choćby najmniejszy promień słońca. I trudne jest też (w moim mniemaniu) bycie radosnym – chowanie tych chmur – w towarzystwie, kiedy wcale tak nie jest. Bycie sobą w stu procentach jest naprawdę fajne, w przeciwieństwie do udawanej radości „na chwilę”. :) Polecam!

                  Oczywiście, nowych ludzi można poznać dosłowinie wszędzie, ale dobrze oboje wiemy, że większe tego prawdopodobieństwo jest na jakiejś imprezie, w bibliotece czy choćby na kole „wspólnych” zaintersowań, gdzie mnie nie ma. To miałam na myśli. :)

                  A mój licencjat rzeczywiście zdaje się być fartem, zwłaszcza, że nie jest tak praco- i czasochłonny jak normalnie. Ale bardzo lubię pisać i szkoda mi trochę, że nie mogę stworzyć swojego własnego „dzieła” od A do Z pod swoim nazwiskiem… Jednak za to mam dużo czasu, żeby porządnie przygotować się do sesji! :D Albo przynajmniej spróbować… :P

                   
                  • ~Pesymista

                    10 stycznia 2016 o 21:51

                    Szanowna B.

                    Nikt nie zabrania pisania Tobie pracy licencjackiej w formie, hmm, ogólnie przyjętej. Od czasu do czasu zdarzają się konkursy na pracę licencjacką. Może warto poszukać? Może znajdziesz? Może wygrasz?

                    Jeżeli znajdziesz motywację do nauki, to proszę, podziel się nią. Jeżeli nie będę mógł wykorzystać tej motywacji, z różnych powodów, to proszę podziel się wiedzą na temat jej zdobycia.

                    Co tyczy się pierwszego akapitu. Są czarne chmury lepsze od ciągłego oczekiwania na ich nadejście, każdy słoneczny dzień powoduje powstanie we mnie strachu. Boję się, że stanie się coś bardzo, bardzo złego. Zwykle kończy się na złym, rzadziej bardzo złym. W związku z tym nie widzę sensu w myśleniu z rodzaju: „będzie dobrze”. Bycie sobą w 50 procentach też jest dobre, z myślą oczywiście o obu stronach.

                    Rozwijanie zainteresowań nie ma czegoś wspólnego z kształceniem nowych i rozwijaniem nowych umiejętności? Jeżeli uczestnictwo w takich kołach, stowarzyszeniach itp. miałoby sprawiać Tobie radość oraz uczyć czegokolwiek (w tym dobrym znaczeniu) to nie ma sensu unikanie ich. Czas zawsze się znajdzie. Sam chciałbym w czymś takim uczestniczyć ale znając życie znalazłbym miejsce, w którym znajdowaliby się sami faceci w wieku 40+, co więcej wszyscy albo patrzeliby na mnie z góry albo nie chcieli wpuścić mnie do swojego grona. Ot, farcik.

                     
                    • ~Smutna Dziewczyna

                      23 stycznia 2016 o 21:38

                      Nie, nie będę wychodzić przed szereg z licencjatem. Poczekam sobie cierpliwie na magisterkę i może wtedy będę miała okazję, żeby się jakoś wykazać. :) O ile chęci będą te same co teraz.

                      Jedyną motywacją do nauki jest fakt, że 2/3 egzaminów w tej sesji ma formę ustną. Pisemnie mogę oblewać do woli – to żaden problem, ale ustnie? Boję się tej kompromitacji tak oko w oko, że czegoś nie umiem, więc staram się jak mogę… :P To znaczy właśnie zaczynam się starać, bo sesja dopiero za dwa tygodnie. ;)

                      Mówisz, że ogarnia Cię strach przed przyjściem czegoś złego. A gdyby tak spróbować żyć chwilą, tym co jest tu i teraz, czyli tym słonecznym dniem zamiast trwogą przed dniem jutrzejszym? W zasadzie… przestać o tym myśleć?
                      Musimy stawić czoła wszystkiemu, co napotkamy na naszej drodze – czy to dobrego czy złego. W każdym razie dobrze jest wykorzystać te słoneczne chwile i odpocząć od wszystkich zmartwień. To fajne jest! Czego z serca Ci życzę. :)

                      Niestety koła zainteresowań związane z moim kierunkiem… nie interesują mnie. :P Zaś w Mieście Kamienic nie jest organizowane nic, co byłoby związane z moimi zainteresowaniami „po godzinach”. Całe internety przeszperane. :)

                      A u Ciebie jak z sesją?

                       
  2. Kamil

    3 stycznia 2016 o 02:05

    Dużo szczęścia w Nowym Roku!

     
  3. ~Pesymista

    24 stycznia 2016 o 19:41

    Bliżej Tobie do optymistki jak realistki, w końcu realiści patrzą na przyszłość. Optymiści żyją chwilą.
    W jakim celu mam próbować żyć chwilą skoro nieprzemyślane działania kończą się źle? I tu nie chodzi tylko o podejmowane przeze mnie decyzje ale i także „zdarzenia losowe”. Posłużę się drobną metaforą, jeżeli widzisz że mogą być duże mrozy oraz śnieżyce których efektem może być brak prądu oraz ogrzewania, co robisz? Przygotowujesz się, prawda? Czy nie patrząc w przyszłość miałabyś szansę na skuteczną obronę przed skutkami śnieżycy? Co z tego, że dzisiaj siedzisz w ciepełku jak jutro będziesz umierać z chłodu i głodu?
    Istnieje również powiedzenie „Jeżeli chcesz pokoju to szykuj się do wojny”. Czy nie można tego zrozumieć inaczej? Tj. jeżeli chcesz mieć spokój i radość to musisz być silna, przygotowana/wytrenowana na złe wydarzenia. Czy nie można wykorzystać tych słonecznych dni na powolne przygotowanie do przyszłych wydarzeń? Fakt, te słoneczne dni nie będą tak przyjemne, ale co z tego? Będziesz odporniejsza, będziesz silniejsza!
    Jak sesja? Hmmm, w miarę dobrze, póki co trzy piątki i jedna poprawka, no i jeszcze 2 egzaminy. Mam nadzieję, że na 5

     
  4. ~Pesymista

    22 maja 2016 o 15:40

    Smutna dziewczyno minęło prawie pół roku od ostatniego postu, Twoja nieobecność jest niepokojąca, żyjesz?

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      12 czerwca 2016 o 22:24

      Ledwo, ale żyję! Wkrótce coś napiszę – taką mam nadzieję. :)

      Pozdrawiam!

       
 

  • RSS