RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2015

Nowe Jutro

31 gru

O nie! Niech się wali, niech się pali, ale muszę napisać jeszcze krótką notkę na zakończenie roku!

Nie odzywałam się długo, ale póki nie zawidnieje tu oficjalna informacja, że kończę z blogiem, nadal będę dodawać jakieś posty. Z częstotliwością raz na pół roku, ale zawsze! To tak, gdyby znaleźli się jacyś zainteresowani i zaglądający tu.

Pytanie standardowe: jakiś przełom w życiu? Coś, czym musiałabym się podzielić z całym światem?
Odpowiedź standardowa: nie.

We wrześniu byłam na pierwszym weselu osoby z grona moich znajomych. M., o której bardzo dawno temu tu słowem wspomniałam, wyszła za tego jedynego i jest najszczęśliwszą osobą pod słońcem (a przynajmniej tak mówi). Mogę więc stwierdzić, że weszliśmy już w etap, kiedy znajomi nie biorą ślubu dlatego, że „wpadli”, lecz  dlatego, iż zwyczajnie się kochają.
Jako osobę towarzyszącą na weselu wybrałam K. Przewrotny los sprawił, że brat K. miał również ślub i… również tego samego dnia. Mieliśmy udać się na obie uroczystości razem, a w ostateczności poszliśmy na nie bez partnerów. Ale i tak stwierdziliśmy, że najlepiej bawiliśmy się wspólnie na poltrze u M., gdzie co chwilę musieliśmy tłumaczyć rozanielonym gościom, że nie jesteśmy parą, choć „tak ładnie razem wyglądamy”.

We wrześniu wzięłam się za siebie i, korzystając z uroku jeszcze ciepłych dni i wolnego czasu, postanowiłam trochę się rozruszać. Wspólnie z K. co drugi dzień albo jeździliśmy na rowerach, albo chodziliśmy na basen, by porządnie przepłynąć niemałe odległości lub by zwyczajnie posiedzieć w jacuzzi i zaplanować następną rowerową przejażdżkę.

W październiku wróciłam na uczelnię, oficjalnie rozpoczynając piąty semestr. W listopadzie pozwoliłam sobie na krótkie wakacje i wybrałam się nad wietrzne i deszczowe wtedy morze. Po powrocie zakręciłam się jak słoik w wirze nauki, pracy i ogólnego zamieszania… Kolokwia, zbliżająca się wielkimi krokami sesja, a jeszcze większymi – zbliżający się licencjat. Zaczęłam udzielać korepetycji z dojazdem do uczniów, co też zabiera sporo czasu. I w całym tym ferworze nie zdołała mnie nawet złapać jesienna czy zimowa chandra, bo zwyczajnie nie mam na nią czasu ani tym bardziej ochoty; choć pewnie wspaniała pogoda i słoneczne dni też robią swoje.

Teraz trochę odpoczywam i prowadzę nocny tryb życia, zresztą jak zwykle w okresie świąteczno – noworocznym. Podziwiam naszą choinkę – po raz pierwszy w moim życiu jest ona żywa, pachnąca i wysoka aż po sam sufit. Wygląda zjawiskowo.

Jest dobrze, nie narzekam. Staram się dostrzegać we wszystkim tylko i wyłącznie same pozytywy, bo tak jest zdecydowanie łatwiej i przyjemniej.
Czego również i Wam życzę w nadchodzącym Nowym Roku!

LemON – Jutro

 
 

  • RSS