RSS
 

Dynamicznie, ale stabilnie

25 gru

Po kilkumiesięcznej nieobecności powinnam rozpocząć nową notkę opisując jakieś spektakularne zdarzenie, sytuację czy osobę, które zmieniły przez ten czas mnie i mój świat o 180 stopni i dzięki którym nie miałam chwili, by tu zajrzeć. Dlatego powinno być coś o miłości czy przyjaźni, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba lub o innym przyjemnym zdarzeniu, które miało na mnie diametralny, a przede wszystkim pozytywny wpływ.

Nic z tych rzeczy.

Mówili, że z upływem lat czas biegnie coraz szybciej. Przenajświętsza prawda. Boję się tylko, co będzie dalej skoro życie już nabrało niezłego tempa. Tak oto, mimo szczerych chęci, nie odzywałam się, bo… bo za dużo tego wszystkiego naraz.

Dlatego wspomnę troszkę, co działo się u mnie przez te ostatnie miesiące.

Nie powinnam narzekać na wakacje, mimo że w sumie nigdzie nie wyjechałam, by odpocząć tak, jakbym tego chciała. Góry za daleko, by ktokolwiek był chętny zabarać się ze mną do pięknego Zakopanego. Morze zbyt banalne, by tracić na nie pieniądze, których i tak nie mam… Dlatego ciągle podróżowałam między swoją miejscowością a miastem, w którym studiuję.
W tym wolnym czasie miałam okazję poznać miejsca, na których zwiedzenie czy nawet zapoznanie nie było czasu w trakcie roku akademickiego. Spędziłam bardzo udany tydzień z S., z którą przejeżdżałyśmy na rowerach Miasto Kamienic z północy na południe i z zachodu na wschód kilka razy. Byłam na dwóch castingach (żeby móc opowiadać wnukom), gdzie z jednego wyłonili mnie do zagrania w filmie, który wejdzie na ekrany kin po Nowym Roku (tylko nie pytajcie o tytuł). Zwykłe statystowanie – całkiem możliwe, że nawet nie załapałam się w kadrze. Jednak uważam to za świetne przeżycie i wiem już jak wygląda praca na planie – cholernie trudno i wyczerpująco.
Byłam też na koncertach dwóch skrajnych muzycznie i światopoglądowo zespołów, gdzie nawet udało mi się poznać wokalistę jednego z nich i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Później namiętnie(!) oglądałam jeden z kiczowatych programów telewizyjnych, w którym ów pan brał udział. Nawet byłam bliska wysłania na niego SMSa przez sympatię jaką zaczęłam do niego żywić po krótkiej rozmowie, ale resztkami rozumu zdołałam się opamiętać.
Co jeszcze działo się w wakacje – nie pamiętam. Chyba już nic nadzwyczajnego, co nie zostało w mej pamięci.
Poza tym – tęsknie za latem. Dziś uszczęśliwia mnie tylko fakt, że przyszła zima (która na szczęście wygląda jak nie-zima) i dni będą teraz coraz dłuższe. Zejdzie ze mną chandra wywołana szybką szarugą i ciemnością za oknami.

Nowy rok akademicki.
Na pierwszym roku mówili nam: wybraliście sobie najtrudniejszy kierunek jaki istnieje. Trudniejszy nawet od medycyny (?). Słysząc te słowa – płakaliśmy ze śmiechu. Na drugim roku również płaczemy, ale tym razem z braku czasu, nadmiaru pracy i bezsilności, bo materiału do nauczenia jest w pip i jeszcze trochę. Profesorowie rok temu mieli rację i jeszcze próbowali nas nawrócić. Niestety, w stałym, pierwszorocznym składzie, wspólnie przechodzimy przez męki i katusze drugiego roku.
Jednak mogę dodać, że uwielbiam biochemię i wcale nie jest to sarkazm (ci, co mieli z nią styczność wiedzą, co mam na myśli). Genialnie jest znać cały proces biochemiczny oddychania komórkowego wraz ze wszystkimi biorącymi w nim udział enzymami oraz pozostałe szlaki: pentozofosforanowe, glikolityczne, liposyntetyczne i takie tam… W sumie nie wiem na dzień dzisiejszy jaki jest cel mojej znajomości owego materiału, ale szczerze cieszę się, że to umiem i nawet, trochę po cichu, jestem z siebie dumna. Humanistka z cyklem kwasu cytrynowego w małym paluszku. Fajna jestem, no!
Oczywiście przechodziłam kryzysy. Do połowy listopada myślałam (wraz z większą ekipią), że może trzeba rzucić to wszystko w cholerę. Ale to była kwestia przyzwyczajenia i wdrożenia się w nowy rytm dobowy: uczelnia – nauka – sen i nic więcej, z dość częstą eliminacją snu w ciągu dnia. Przykre jednak stało się mechaniczne życie: byle do piątku, byle do świąt, byle do sesji… Dziś jest wszystko w porządku i czas myśleć o nieubłaganie zbliżających się egzaminach.

K. pięknie zdał maturę, dostał się na wymarzone studia, zrezygnował ze studiów, załapał się do jakiejś pracy, po Nowym Roku wybiera się do nowej i jest zadowolony. Trochę go podziwiam – był zdeterminowany i pewien tego kierunku, jednak po dość krótkiej chwili potrafił podjąć odważną decyzję: nie, to nie to. Ja chyba bym się trochę bała… Ale niech wiedzie mu się najlepiej!

Hm… to chyba tyle u mnie. Jak widać – nic nowego poza faktem, że nie mam czasu praktycznie na nic. Chociaż teraz, w te dni mogę trochę usiąść i się odmóżdżyć. Mam pod sobą dzieci i robię za etatową ciocię. Nie mam pojęcia jak sprawdzam się w tej roli, jednak włączają mi się pewne instynkty i obawiam się, że szybko się ich nie wyzbędę. No, ale to chyba dobrze. 

Życzę Wam wszystkiego dobrego z okazji świąt i nadchodzącego 2015 roku. I, jak to często mówi mój znajomy, keep smiling!

Etatowa ciocia,
S. Dziewczyna

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Only Human

    26 grudnia 2014 o 21:59

    Z całego tekstu wynika, że u Ciebie wszystko w porządku :) Bardzo mnie to cieszy. Wiadomo, kryzysy są różne, ale dajesz sobie ze wszystkim radę, jesteś dzielna ! :D

    Pozazdrościć, tej miłości do biochemii, bo ja niestety nie mam pomysłu na 3 studia, i sam się tego wszystkiego obawiam, niby mam teraz fajna praca i jak na moje potrzeby dobrze płatną, ale to nie jest nic stałego, a wykształcenie wyższe przydałoby się mieć, tym bardziej, że ja nie jestem głupi, tylko chory (dystymia, jak to się całkiem niedawno okazało).

    Miłości życzę w nowym roku ! :)

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      28 grudnia 2014 o 16:25

      Przejrzałam wikipedię. Okazywałoby się, że również cierpię na tę chorobę, ale nie byłabym do końca tego taka pewna. Zawsze na studiach jak uczymy się chorób czy przypadłości, zawsze stwierdzam, że one mnie dotyczą. Tak więc miałam już kilka zawałów, pasożyty w układzie pokarmowym, udary mózgu i takie tam… :) Ale mówiąc poważnie – życzę Ci powrotu do zdrowia w takim razie i więcej optymistycznego myślenia. :)

      Co do studiów – wspominałeś kiedyś o dziennikarstwie, jeśli dobrze pamiętam. Może w tym byś się jakoś spełnił? Pisać umiesz i lubisz, więc widziałabym Cię w tym fachu. :)

      Również miłości! I uśmiechu!

       
      • ~Only Human

        28 grudnia 2014 o 20:42

        Ano z tym czytaniem o chorobach to tak jest – widzimy u siebie wszystkie te objawy :) ale u mnie generalnie jest to potwierdzone przez lekarza, no a sama historia ze studiami dobitnie to potwierdza (na początku szło mi dobrze, dostałem dobre oceny, potem blokada z niewiadomych powodów, brak motywacji i koniec).

        Dziękuję, mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi :)

        Tak zastanawiałem się na dziennikarstwem już wcześniej. Co prawda w cale nie uważam ,żebym dobrze pisał, ale fajnie byłoby podnieść swój warsztat ucząc się tam. Tylko muszę zadziałać leki, muszę wyzdrowieć, bo inaczej to scenariusz może się powtórzyć.

        A co do Wichrowych Wzgórz – jak przeczytasz, napisz jak wrażenia z tej książki :) I koniecznie przeczytaj tłumaczenie piosenki Kate Bush, bo idealnie uzupełnia to książkę! :)

         
        • ~Smutna Dziewczyna

          29 grudnia 2014 o 22:10

          Trzymam za Ciebie mocno kciuki! Z całych sił! :)

          Po przerwie świąteczenej pierwszy egzamin z zimowej sesji i powoli zabieram się za naukę. Ale mam nadzieję, że uda mi się dojechać z książką do końca. :) Odezwę się.

           
          • ~Only Human

            30 grudnia 2014 o 21:20

            Mam delikatne wrażenie, że ta książka Ci się nie spodobała – wiesz, nie czytaj jej czasem na siłę ! :D

            Tak jeszcze chciałem dodać co do twojej notki. Bardzo mi się podoba jak piszesz o „budzących się instynktach” ( a to nie jest pierwsza notka w której to wspominasz), po prostu cieszy mnie Twoje podejście, bo to jest dobre podejście i dobrze o Tobie świadczy:D

             
            • ~Smutna Dziewczyna

              31 stycznia 2015 o 22:28

              Co do książki – krótko przed Sylwestrem zachorowałam i miałam życiowy odjazd prawie przez dwa tygodnie. W tym stanie nie robiłam dosłownie nic – książka poszła na bok (a leki odstawiłam dopiero w tym tygodniu). Ale będą ferie, będzie i czas. :) A jeśli nie, to i tak kiedyś ją przeczytam, bo nie tylko Ty mi ją polecałeś, a sam początek zapowiada całkiem niezłe rozwiązanie akcji. :)

              Co do instynktów – co to dużo mówić? :D Cieszę się, bo to chyba świadczy o moim zdrowiu. :) Jednak trochę przykre jest to, że nie jestem w stanie… hm… „wykorzystać” tych instynktów już dziś. :D

              Pozdrawiam!

               
              • Only Human

                1 lutego 2015 o 16:08

                Spokojnie, przyjdzie czas, że je wykorzystasz :D

                A to, że teraz ich nie wykorzystujesz, to chyba dobrze, no bo mieć dzieci w tym wieku – trochę chyba za wcześnie :P

                 
  2. ~Angel666

    27 grudnia 2014 o 00:25

    Witaj. Miło że jakoś to leci i się trzymasz każdy ma momenty zawahania takie życie. Ogólnie mogła byś troszkę więcej tu napisać było by też fajnie :)

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      28 grudnia 2014 o 16:27

      Miło jest również widzieć, że ktoś tu jest stałym bywalcem i na mnie czeka. :) Mam nadzieję, że częstosliwość moich wpisów polepszy się wraz z nowym rokiem, ale to jeszcze wyjdzie w praniu. :)

      Wszystkiego dobrego!

       
      • ~Angel666

        28 grudnia 2014 o 18:53

        Trzymam za słowo

         
  3. ~Aneczka

    27 grudnia 2014 o 17:37

    a co studiujesz?

     
  4. Klaren

    29 grudnia 2014 o 19:09

    Uczelnia, nauka, sen. A ja się pytam, gdzie jest jedzenie? :-D
    Wiesz, podziwiam Cę. Ja też jestem humanistką, a mi przedmioty ścisłe ani w ząb. A Tobie się udaje, więc pogratulować. Może być trudno, ale wszystko ma swoją cenę.
    A statysta, też dobra rzecz. ;-)
    Pozdrawiam!

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      29 grudnia 2014 o 22:13

      Jedzenie nie jest jakimś znaczącym elementem w moim życiu, więc jem normalnie, choć niezbyt racjonalnie. :) Jednak chyba ze mnie trochę schodzi, o czym świadczą coraz gorzej trzymające się na biodrach spodnie. :D No, chyba że to ten stres i ciągła bieganina…

      Owszem, jest trudno, ale wydaje mi się, że nie ma rzeczy niemożliwych i powoli do przodu, a jakoś skończę te studia. :)

      Również pozdrawiam!

       
  5. ~Kamil

    23 stycznia 2015 o 18:45

    Hej

    Dobrze, że u Ciebie wszystko w miarę w porządku. Nie było mnie tutaj dłuższą chwilę, w zasadzie chyba od momentu kiedy ostatni raz byłem u siebie, czyli dość dawno temu. Studia w trakcie, jesienno-zimowa chandra – wszystko tak jak ma być.

    Czas naprawdę biegnie coraz szybciej, Pan Bolt z Jamajki ma się od kogo uczyć. Wydawało mi się że nie było mnie u Ciebie miesiąc, może dwa. Minęło pół roku. Dramat. Gdzie to życie znika.

    Tobie też udanego 2015.

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      31 stycznia 2015 o 21:04

      Witaj!
      Cieszę się, że u Ciebie również stabilnie. :) Wrócisz jeszcze do blogowania?

      Dziękuję i pozdrawiam!

       
 

  • RSS