RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2014

Skaczemy!

11 lip

Pierwsze dni wakacji zrujnowały wszystkim plany, a mnie dodatkowo utwierdziły w przekonaniu, że świat jest beznadziejny, a ja wraz z nim. Szare chmury wisiały nad głowami, deszcz niemiłosiernie zalewał wszystkim piwnice, a Smutna Dziewczyna leżała całymi dniami pod kocem, przytłoczona nadmiarem niepotrzebnych myśli i śmiała się gorzko, że jest w całkiem niezłej komitywie z naturą, która płacze jej do wtóru.

Przyszły upały.
Tak być nie będzie! – zagroziłam sobie palcem i zwlekłam się z łóżka.
Ogarnęłam dość szybko rower po minionej zimie (szybko, bo nie pod koniec sierpnia, jak to mam w zwyczaju) i ruszyłam na jednośladowe wycieczki. Niezbyt daleko, bo kondycja jeszcze nie ta, ale za to w miłym towarzystwie – nie ma jak mama!

Wsiadłam też w pociąg i poznałam nowe miejsca w mym akademickim mieście, na co nie miałam nigdy czasu od nadmiaru nauki. Umówiłam się z dobrą S. z roku, z którą mam teraz najlepszy kontakt i poszłyśmy na wieeelkie lody. To nic, że po drodze się rozpadało i wyglądałyśmy jak przemoknięte kury. S., najbardziej szalona dziewczyna jaką znam, wciągnęła mnie w ogromne kałuże i zaczęła w nich skakać, nad czym ubolewałam ja, moje sandałki obklejone jeszcze (!) cekinkami, a przede wszystkim białe, kwieciste spodnie, teraz umorusane błotem przed pierwszym jeszcze praniem… Wróciłam do domu.

Czytam książkę. Jakieś babskie czytadło. Oczywiście, akcja znana od początku do końca, typowa dla wszystkich współczesnych historyjek romantycznych w polskim wydaniu: kobieta porzucona przez mężczyznę, który zdradzał ją od lat, spotyka nowego faceta (lub dawną wielką miłość z liceum) i odkrywa, że to jest to, że muszą być razem, że teraz już będzie pięknie. Oklepane, jak ciasto na pierogi.
Wiem, że po wielu przejściach (jestem w połowie) będzie happy end. Książka jak książka – łatwo przewidywalna. Historia znana na pamięć niczym „Nigdy w życiu” Grocholi, z moją ukochaną Stenką w roli głównej, w wersji kinowej.
Jednak czytając takie głupoty stwierdzam, że moje życie jest cholernie nudne, nic się nie dzieje. Z drugiej zaś strony latam jak motyl z nadzieją, że moja przyszłość będzie również na tyle piękna, bym mogła stać się główną bohaterką jakiegoś babskiego bestselleru, we własnej świadomości – dla siebie samej. Oczywiście, odrzucając wizję rozstań, zdrad czy innych życiowych katastrof. Tak więc (wiem, tak nie zaczynamy zdania…) fruwam pod sufitem z nadzieją, że będę szczęśliwa.

Jakoś tak mi lepiej.
Nie ma co się poddawać, nawet w obliczu największych rozterek.
Oby ten czas utrzymał się jak najdłużej!

Coma – Skaczemy

 
 

  • RSS