RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

Jesteśmy w kontakcie

30 cze

Starzeję się.
Z dnia na dzień.

Od kilku dni mam wakacje. Jeszcze nigdy w życiu nie czułam takiej obojętności wobec obiecanej ilości wolnego czasu, beztroski i odpoczynku. Nie dociera do mnie, że przez najbliższe trzy miesiące mogę robić wszystko, na co mam ochotę bez konsekwencji straty czasu, który poświęciłabym na zrobienie jakiegoś bezsensownego projektu na wczoraj. Mogę wsiąść na rower, w samochód i zdobywać nieznane mi miejsca, tworzyć nowe historie, przeżywać wakacyjne przygody i być po prostu szczęśliwą…
Zero euforii.

Ogarnęła mnie niemożność. Wielka, głęboka niemożność, która przeszkadza mi cholernie, a której nie potrafię się wyzbyć. Zaczęło się jeszcze przed sesją. Teraz nie byłam tak zestresowana jak przed pierwszą, kilka miesięcy temu. Wiedziałam już na czym stoję, jak wszystko wygląda i uświadomiłam sobie w końcu, że poprawki nie są niczym złym. Ludzie podchodzą do pięciu poprawek i jakoś im się udaje dotrwać do następnego semestru. Postanowiłam, że nic na siłę. Zaliczę – dobrze. Nie zaliczę – poprawię. Uczyłam się z całych sił, ale to nie było do końca to, co mogłam z siebie wykrzesać. Trzy egzaminy odhaczone, czwarty jeszcze pod znakiem zapytania. Pod wielkim znakiem zapytania, bo statystyka – chińszczyzna i kicz. Choć chcesz – nie pojmiesz. Wizja poprawki nie przeraża mnie kompletnie. Szczerze mówiąc, chyba by mnie nawet ucieszyła. Ale póki co – mam cichą nadzieję chociaż na trójkę.

Taka ot sobie niemożność.

Żałuję, że na świecie jest tak mało wartościowych ludzi.
Inaczej.
Żałuję, że wokół mnie jest tak mało wartościowych ludzi. Kiedy już do kogoś się przywiążę, zawsze spadnie jakiś grom, który wszystko zepsuje, przeinaczy i zostawi mnie z pustką w głowie albo mętlikiem – sama już nie wiem.

Żyło obok mnie Dobre Słowo, o którym nigdy tu nie wspominałam. Dobre Słowo, bo potrafiło doradzić, pocieszyć, pomóc w rozterkach czy w podejmowaniu ważnych decyzji. Było normalne, aż zaskakująco proste w swej normalności, czego nie potrafię zrozumieć do dzisiaj. Pomagaliśmy sobie, dzwoniliśmy do siebie o każdej porze dnia i nocy, tkwiliśmy w przyjaźni, o której w zasadzie nigdy nie mówiliśmy na głos. Dobre Słowo, starsze ode mnie o kilkanaście ładnych lat, uczyło mnie swym doświadczeniem i swymi radami jak żyć i podchodzić do pewnych sytuacji.
Sprawy zawodowe wymusiły przeprowadzkę. Dobre Słowo spakowało całe swoje serce w kartony oraz walizki i rzekło: wyjeżdżam. Ze łzami w oczach rzuciliśmy się sobie mocno i długo w ramiona.
- Musisz mnie jak najszybciej odwiedzić – poczułam ciepły szept na swym uchu.
- Odwiedzę – powiedziałam cichym, łamiącym się głosem i zostałam sama.
Nie ma co płakać. Moje Dobre Słowo zamieszkało w mieście, gdzie studiuję. Od czasu do czasu będziemy się spotykać na kawie, wspólnej pogawędce czy wsparciu duchowym. Jednak to już nie to samo. Nie będę wiecznie tam studiować, a kontakt i tak z czasem się urwie. Jestem załamana, skopana jak pies i nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić. Od kilku dni odbijam się od ścian jak piłka i szukam sensownego zajęcia. O pracy też nie ma mowy, bo nigdzie nikogo nie szukają. Zostałam sama.
Teraz pozostała mi tylko stara dobra Coma, która na bieżąco dokładnie wie, co u mnie i dokoła mnie.

„Zapomniałem, że od kilku lat
wszyscy giną jakby nigdy ich nie miało być.
W stu tysiącach jednakowych miast
giną jak psy...”

„Jesteśmy w kontakcie”
Tymi słowami żegnałam się z ludźmi na studiach przed wakacjami. Również tymi słowami pożegnaliśmy się z moim Dobrym Słowem. Powtarzaliśmy je jak mantrę do ostatniej chwili. W związku z tym wszystko ma być w porządku, okej i żyje się dalej…

Nie wyobrażam sobie teraz trzech miesięcy beztroskich myśli i wolnego czasu. Na dzień dzisiejszy czuję się fatalnie.
Jak będzie dalej?

The Cuts – Martwy kwiat

 
 

  • RSS