RSS
 

Archiwum - Maj, 2014

…przede mną siódme niebo

25 maj

W zeszłym tygodniu stuknęła mi dwudziestka. Już nie jestem nastolatką: w rubryce „wiek” jedynka z przodu dokądś uciekła, ustępując miejsca dwójce.

Urodziny wyprawiłyśmy razem z mamą w dzień jej święta, a na kilka dni przed moim. Zjechała się cała najbliższa rodzina. Było zabawnie, ale i męcząco, ponieważ jako ciotka i matka chrzestna musiałam mieć oko na dzieciaczki, co chyba nie wychodzi mi najlepiej. Urodzinowy wieczór spędziłam z domownikami oraz z K. nad kawałkiem pizzy i przy kieliszku wina, które mama ostatnio przywiozła prosto z Włoch. Przesiedzieliśmy z K. do późnej nocy rozmawiając o wszystkim, co dla nas istotne, bo języki same się rozplątały od nadmiaru wina. Dziwi mnie spokój mojego K. Młodszy o półtora roku, jest w trakcie matur i całą tę sytuację przyjmuje ze spokojem na klatę. Co prawda, K. jest bardzo dobrym uczniem i w zasadzie nie powinien się niczym martwić, ale ja jednak rok temu, będąc na jego miejscu, denerwowałam się do samego końca. Ale postawa K. jest bardzo dobra – stres jest zbędny! A chłopakowi niech wiedzie się jak najlepiej!

 - Dwadzieścia, dwadzieścia… – cedził K. przez zęby, wgapiając się we mnie swymi rozognionymi oczami. – Jak to poważnie brzmi! – uśmiechnął się, chcąc mi żartobliwie dogryźć.
- Masz rację – stwierdziłam i zapadła swego rodzaju nostalgiczna cisza.

Przez następnych dziesięć lat powinnam skończyć studia, znaleźć odpowiednią dla siebie pracę, poznać wspaniałego męża, urodzić mu pierwsze dziecko i spełnić wszystkie te marzenia, na które będę miała ochotę. Wtedy być może dostanę skrzydeł i będę jedną z najszczęśliwszych osób na świecie.
Niby tak niewiele, a jednak wątpie, by dziesięć lat starczyło na te wszystkie cele.

Wstałam rano i, spoglądając w lustro przed myciem zębów, po raz pierwszy w życiu nie mogłam siebie poznać. Twarz napuchnięta, oczy czerwone – ledwo otwarte, skóra szara, włosy w nieładzie… To był dzień moich urodzin. „A więc teraz już tak będzie?” – pomyślałam, bezradnie uśmiechając się do swego dwudziestoletniego odbicia.
Ostatnio miałam dużo pracy; mój dzień trwał prawie dwadzieścia godzin, chodziłam zmęczona i trochę już nie ogarniałam, co działo się wokół mnie. Pewnie dlatego tak wyglądałam tamtego ranka – w końcu znów miałam za sobą zarwaną noc. Teraz mogę pozwolić sobie na chwilę odpoczynku – wyglądam o wiele lepiej niż wtedy. Chyba…

Dzień urodzin był tylko chwilą nostalgii i snucia planów. Teraz dwudziestka żyje obok mnie, jakby jej nie było. W końcu to nic spektakularnego – kolejny rok do przodu. Zaczął się w miarę dobrze, a nawet obiecująco: w jednej z książek wydrukowali kilka moich wierszy.
Jednak nadal nie wiem, co będzie jutro i nie mogę się do końca zdecydować: czy cieszyć się z tej niewiedzy czy może niekoniecznie…

Dwudziestolatki

 
 

  • RSS