RSS
 

Archiwum - Luty, 2014

Pierwsze koty za płoty

14 lut

Do trzech razy sztuka!
Od ostatniego postu dwa razy zaczęłam coś tu skrobać na brudno. Dopiero dziś mogę na spokojnie usiąść i dać znak, że żyję.

Pierwsza sesja za mną! Zdana od ręki, za pierwszym razem. Bo, oczywiście, były wątpliwości co do matematyki. Jeszcze niedawno chwaliłam, że idzie mi z niej całkiem nieźle. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawiły się pochodne i całki. Ale co tam – opanowałam je jakoś i zdałam, a to najważniejsze!
Pięć egzaminów, w tym dwa ustne (jeden ustny na życzenie, bo zerówka). Nie powiem, emocje sięgały zenitu, zwłaszcza przed wspomnianymi ustnymi, jednak poszło na tyle dobrze, że do teraz nie mogę uwierzyć.

W końcu zrozumiałam sens tych wszystkich memów o sesji, o niemocy nauki, o chęci sprzątania, gotowania czy o zaprzyjaźnianiu się z sufitem. Ale bez przesady, matura była zdecydowanie bardziej stresująca, w związku z czym porównanie, że sesja jest co-półrocznym egzaminem dojrzałości jest moim zdaniem niezbyt trafne. To, że ktoś się nie uczy regularnie i zarywa noce na kilka chwil przed egzaminem świadczy tylko o lenistwie, które niemożebnie ogarnia podczas studiów. I nie plotę tu żadnych kazań czy wielkich mądrości – sama plułam sobie w brodę, kiedy koło północy piłam piątą kawę, a o drugiej nad ranem jadłam kolację nad książkami. Mogłam robić to wszystko za dnia, ale jestem nocnym Markiem, co pogłębia się coraz bardziej.
Szczerze powiedziawszy, sesja jest czasem niezwykle miłym.

We wtorek, po ostatnim, zdanym na pięć, egzaminie ruszyliśmy z S. do domu pieszo, przez niemal pół miasta. Wzajemnie wczepieni sobie pod ramię poczuliśmy się cudownie – koniec dwóch tygodni rygorystycznej nauki i zarywanych nocy (chociaż to ostatnie akurat kontynuujemy nadal). I choć bolały nogi, choć z nieba spływała delikatna mżawka – poczuliśmy się najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem. Wśród śpiewu ptaków, wśród rozkwitającej wiosny, umówieni na wspólny wieczór zwieńczający zakończenie sesji. Pięknie!

Nie mam ferii. Od poniedziałku zaczynam nowy semestr. Zaczną się nowe przedmioty, których sama nazwa mrozi krew w żyłach. Ale nie ma się co przejmować: powoli, do przodu. W końcu nie ma rzeczy niemożliwych!

Chyba znalazłam przyjaciół. Piszę „chyba”, bo nie lubię tak poważnych deklaracji, których nigdy do końca nie jestem pewna. Jest S., o którym troszkę przed chwilą wspominałam, jest O., o której pewnie jeszcze nie raz wspomnę, są inni, mądrzy ludzie, z którymi można poważnie porozmawiać i bawić się do utraty tchu.

Jest pięknie!
Nie chcę stwierdzać, że piękniej już być nie może, bo z całą pewnością może!
Są jeszcze marzenia, do których spełnienia droga daleka. Jest słońce, którego będzie coraz więcej. Są ludzie, których można by bezwarunkowo kochać, ale są też wątpliwości czy odważyć się na tak duży, przełomowy krok.

Dziś z okazji Walentynek życzę Wam jak i sobie dużo miłości! Prawdziwej, czystej, wręcz dziecięcej. Życzę drugiej osoby, z którą można spędzić chwile te najlepsze i te najgorsze. Życzę wsparcia i słońca na każdy dzień!

Proszę państwa, powoli wkraczam w dorosłość…

Iyeoka – Simply Falling


 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii O mnie, Szkoła/studia

 
 

  • RSS