RSS
 

Rok przełomu

01 sty

Nigdy nie robiłam rocznych podsumowań. Sama nie wiem, dlaczego. Może z lenistwa, z braku ochoty czy w ogóle nie miałam takiej potrzeby. W tym roku wydarzyło się jednak zbyt dużo, by miało to jedynie odbić się echem we wspomnieniach. To rok przełomu, nie szczęśliwy, nie smutny… Taki – jakiś, a jednak znaczący.

Zdałam maturę.
To, co wydawało mi się wcześniej osiągalne, ale jednak porównywalne z nadprzyrodzonymi cudami, mam za sobą. To największy sukces całego tego roku. W końcu od wielu lat myślałam o tym strasznym egzaminie, sama się nakręcając niemożliwie. Teraz, z biegiem czasu zauważam, że to nieodzowny element życia człowieka wykształconego co najmniej średnio. I nie było tam nic strasznego. Nikt nie gryzł, nikt nie torturował, nikt nie śmiał się z ewentualnego podknięcia. Nawet mogłabym stwierdzić, że maturę wspominam miło…

Choroba i śmierć Dziadka.
To najgorsza rzecz, jaka spotkała mnie w tym roku, która niweluje wszystkie sukcesy i radości. Nie będę się rozpisywać w tym temacie. Mogę jedynie stwierdzić, że w tym roku brałam udział w większej ilości pogrzebów niż dotychczas w całym swoim krótkim życiu. Smutne.

To tyle z rzeczy namacalnych, powiedzmy – fizycznych. Prawdziwe zmiany zaszły we mnie.

Długie wakacje, a w tym wspomniane odejście jednej z najukochańszych osób i skupienie bliskiej rodziny utwierdziło mnie w jednym. Nie ma rzeczy ważniejszej niż rodzina, a co za tym idzie – uczucia. Bliskość, szczerość, czyjaś pomoc czy sama obecność to bardzo wiele. Przekonałam się o tym wystarczająco.

Stałam się otwarta na ludzi. Do teraz dziwię się, jakim cudem mogło to nastąpić. Ja, posępna, Smutna Dziewczyna, trzymająca ludzi na dystans nagle zaczęłam ich lubić?  Tak! To już przechodzi ludzkie, moje małe, rozumkowe pojęcie.
Jestem szczera, mówię o tym, co leży mi na sercu. Wzmogła się asertywność. Potrafię powiedzieć „nie” bez żadnych problemów. Zaczęłam patrzeć ludziom prosto w oczy. Nawet nie wiem, dlaczego nie potrafiłam tego wcześniej – w końcu nie mam niczego do ukrycia ani czego się wstydzić. Zauważyłam jednak, że takie notoryczne patrzenie w oczy krępuje moich rozmówców. W związku z tym stałam się silniejsza, odważniejsza w relacjach międzyludzkich, zdecydowanie pewniejsza i bardzo mi z tym dobrze. Walczę o swoje, już nie jestem oportunistą, jak było to zazwyczaj. Momentami mogłabym określić siebie jako osobę bezwzględną… Jednak, co dziwne, nikogo to nie zraża; grono znajomych poszerza się w niesamowitym tempie!

Stwierdziłam, że rzeczywiście nie ma rzeczy niemożliwych. Nie wynika to z autopsji, ale z własnych przekonań i odpowiedniego myślenia. Skróciłam drabinę działania o jeden szczebel. Ten o nazwie „muszę to zrobić/mieć za wszelką cenę” porąbałam siekierką. Przecież nic na siłę, nie do ostatniej kropli krwi… To niezdrowe, stresujące i kradnące czas. Obecnie najwyższy szczebelek nosi nazwę „spróbuję”. W końcu to nic nie kosztuje, a daje wiele możliwości, budzi nadzieje, którymi ostatnio jestem przepełniona i zapewnia choć odrobinę wolnego czasu. Stałam się spokojniejsza…

Bardzo poprzestawiało się w mojej głowie.
Niepewnie mogę przyznać się, że z pesymistki stałam się pełną nadziei realistką, a moje życiowe motto obróciło się znacząco…

Najpierw miłość (rodzina), a dopiero potem cała reszta.

Kayah & Bregovic – Tabakiera

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Only Human

    1 stycznia 2014 o 21:29

    Nic tylko się cieszę, że u Ciebie tak bardzo pozytywnie :) Nazwa bloga jest już nieaktualna :)

    Ale najbardziej cieszy mnie ta zmiana:
    „Najpierw miłość (rodzina), a dopiero potem cała reszta”
    :)
    Posłuchałaś mnie :D I bardzo dobrze, można tylko zazdrościć temu wybrańcowi tak pozytywnej dziewczyny :)

    Ja ostatnio nie mam siły napisać coś u siebie… ale zbieram siły, powoli.

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      1 stycznia 2014 o 22:08

      Hm… Zastanawiam się o jakim wybrańcu mówisz, bo o żadnym nie wspominałam. :-D I chyba jeszcze długo o takowym nie wspomnę… :-P

      Codziennie zaglądam do Ciebie i czekam na jakieś wiadomości. Mam nadzieję, że jeszcze przed wyjazdem na zajęcia w końcu się doczekam. :-)

      Pozdrawiam. ;-)

       
  2. ~Pesymista

    2 stycznia 2014 o 21:32

    Pełna nadziei realistka? Powiedziałbym raczej o gigantycznym przeskoku z poziomu dna i mułu do poziomu szczytu góry. Z pesymistki w optymistkę, coś niemożliwego dla kogoś przeciętnego. Mówi to pesymista kopiący coraz niżej i niżej.

    Pozdrawiam
    Pesymista

    Ps. Dlaczego twierdzę, że jesteś optymistką? Pesymista wyczuje zagrożenie, w końcu optymizm jest zagrożeniem.

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      4 stycznia 2014 o 19:07

      Pesymisto,
      czy było naprawdę tak źle, by przypisać temu określenie „dna i mułu”? Nie jestem pewna. Wydaje mi się, że zawsze mogłoby być jeszcze gorzej, w to nie wątpie. Ale z drugiej strony nie jest też to żaden szczyt góry, jak to określiłeś. Jestem gdzieś po środku, dlatego mówię o sobie jako o realistce. Optymizm jest zbyt odległy, nawet do niego nie dążę. Nadal jestem sceptyczna, może nawet bardziej niż przedtem, ale pozwoliłam sobie na odrobinę ryzyka i przestałam myśleć o ewentualnych konsekwencjach. Nadal mam świadomość, że to, co (z)robię może zakończyć się fiaskiem (nie myślę o sukcesach prawie wcale), ale przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia, że nie próbowałam. Tak jest chyba dobrze. :)

      Również pozdrawiam!

       
  3. ~Kamil

    4 stycznia 2014 o 12:58

    Tym co napisałaś wyczerpałaś definicję rewolucji. Nie wiem, była u Ciebie Magda Gessler? :D

    A tak serio to bardzo się cieszę z takiej zmiany i Twojego pozytywnego nastawienia. Wszystko jest ok i fajnie, ale jak sama wiesz postawy życiowe podlegają weryfikacji. Zmiana w Twoim myśleniu świadczy o tym, że nie byłaś zbytnio przywiązana do pesymistycznej wizji świata. Warto zadać sobie pytanie czy będziesz podobnie nielojalna wobec optymizmu kiedy rzeczy zaczną przybierać gorszy obrót. Czego oczywiście nie życzę, ale co oczywiście może się zdarzyć. Co chcę powiedzieć – nie warto wątpić w przyjaźń kiedy zdradzi Cię przyjaciel, nie warto wątpić w miłość kiedy zrani Cię ktoś bliski, nie warto wreszcie wątpić w ludzi choćby wydawało się że wokół same świnie.

    Poza wszystkim życzę udanego 2014 roku. Samych sukcesów i zwycięstw. :)

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      4 stycznia 2014 o 19:23

      Kamilu,
      „człowiek jest trzciną na wietrze”, a ja tym bardziej. :) Nigdy nie byłam do niczego zbytnio przywiązana (prócz najbliższych osób) i mam świadomość, że mogę wrócić do tego, co było. Obawiam się jedynie, że jeśli to nastąpi, to będzie gorzej niż było. Ale swoją drogą – byłaby wielka szkoda, gdyby tak się miało wydarzyć…

      Dziekuję. Również życzę Ci wszelkich szczęśliwości w Nowym Roku! :)

       
  4. ang

    9 stycznia 2014 o 23:37

    Muszę wziąć z ciebie przykład i stać się bardziej asertywna i odważniejsza w stosunku do ludzi. Tak, to będzie mój cel w Nowym Roku. A tobie życzę, aby był pełen sukcesów i samych dobrych chwil :D

     
  5. ~opryskliwa

    18 stycznia 2014 o 01:18

    Widzę, że nie tylko u mnie ten rok przyniósł nieoczekiwane zmiany. :)
    Cieszę się, że stałaś „pełną nadziei realistką” to dobra droga, tak sądzę. Zmiany są potrzebne, dzięki nim rozwijamy się i możemy sięgać po więcej.
    Pozdrawiam i oby ten rok przyniósł jak najwięcej dobrego! :)

     
  6. ~Pesymista

    9 lutego 2014 o 10:19

    Wesoła dziewczyno sesja sesją, ale daj znać czy żyjesz. Pozdrawiam Pesymista

     
    • ~Smutna Dziewczyna

      14 lutego 2014 o 21:54

      Już, coś skrobnęłam. :)
      Ale swoją drogą – nadal jestem Smutną Dziewczyną. :) Choć w duszy jest zupełnie inaczej – tu niech będzie jak było. :p
      Pozdrawiam! :)

       
 

  • RSS