RSS
 

Archiwum - Listopad, 2013

W Mieście Kamienic

09 lis

Zaplanowałam wrócić do przedmaturalnej częstotliwości tworzenia postów na blogu, czyli raz na dwa tygodnie. Jednak, jak się okazało, to wcale nie jest takie łatwe. Odzywam się dziś, prawie po miesiącu nieobecności, choć siedzę cichutko w Waszych komentarzach co weekend, kiedy zjeżdżam do domu. Co u mnie? Podzielę się troszeczkę swoją codziennością, gdyby ktoś był choć odrobinę ciekaw.

Początek nowego okresu w życiu zaliczam do bardzo i to bardzo udanych. Już wpadły pierwsze piątki z zaliczeń i kolokwiów. Mimo ogromnej niepewności czy jako humanistka poradzę sobie na tym jakże ścisłym kierunku, kipię zadowoleniem na prawo i lewo, że jestem właśnie tu, gdzie jestem. Palec Boży kierował mną najwidoczniej, bo wybrałam chyba najlepiej jak to było możliwe. I nie wyobrażam sobie siebie na żadnym dziennikarstwie czy psychologii, o które ciągle pytają mnie nowi znajomi. Chyba mam wypisane na twarzy zamiłowania humanistyczne, bo sama o niczym im nie wspominałam.

Ludzie są piękni!
Otwarci, chętni do pomocy w odnajdywaniu się w nowym mieście czy w materiale, którego nie potrafię zrozumieć od razu. Mamy wiele wspólnych tematów do rozmów, wiele wspólnych planów, a nawet celów! Aż nie mogę przestać się dziwić, że znalazłam dziwaków podobnych do mnie. Nigdy wcześniej nie czułam się lepiej wśród ludzi jak teraz.
Autobusowe i tramwajowe podróże uprzyjemnia mi obecność dwóch chłopaków mieszkających w mojej dzielnicy. Po cichu i żartobliwie nazywam ich moimi osobistymi bodyguardami. Oboje są z mojego roku, jeden – z mojej grupy. Z początku przyczepiłam się do nich, żeby nie wracać sama po nocy z otrzęsin; w końcu to obce miasto. Teraz jesteśmy jedną, wielką, trzyosobową, kochającą się (!) rodziną.
Poza tym z chłopakami z całego roku mam bardzo dobry kontakt. Lepszy niż dziewczynami. W zasadzie nie jest to żadna nowość, bo było tak zawsze. Dziwi mnie tylko fakt, że dostałam w jednym tygodniu aż trzy propozycje randek. Hm, nie wiem, co z tym zrobić. Skusić się? Choćby na zwyczajną kawę?

Powoli poznaję miasto.
Znałam je już wcześniej, pobieżnie, kiedy przyjeżdżałam na wakacje czy w celu załatwienia jakichś ważnych spraw. W miarę ogarniam linie autobusowe, tramwajowe; wiem, gdzie co jest. I najważniejsze to pchać się do przodu, w przeciwnym razie staranują mnie choćby na głupim przejściu na zielonym (nie ma to, jak mieć odrobinę więcej niż półtora metra wzrostu).
Zauważyłam, że miasto pełne jest kamienic. Pięknych, wysokich, strzelistych. Z oknami okrągłymi, półokrągłymi, z witrażykami, kratkami i wszystkim innym, co nadaje im cudownego uroku. I nawet te różowe kamieniczki, które mogłyby wydawać się wręcz kiczowate przykuwają moją uwagę. Chyba to wizualnie podoba mi się najbardziej w całym tym mieście.

Przebywając wiele czasu w środkach komunikacji miejskiej zauważyłam, że to, co można w nich usłyszeć czy zaobserwować świetnie nadaje się do napisania książki. A jeśli nie książki, to chociażby kilku postów na blogu. To dobry pomysł?

Wrzuciłam na luz.
I jedyne, czego mogę w tym momencie żałować, to faktu, że zrobiłam to tak późno.

Raz Dwa Trzy – Nikt nikogo

 
 

  • RSS