RSS
 

Archiwum - Październik, 2013

Relacja prawie na żywo

12 paź

Szanowni państwo, drodzy rodacy!

Odzywam się! Zasługuje to na owacje na stojąco, a ja czekam na szczere gratulacje. Miałam odezwać się tydzień temu, ale weekendy teraz takie krótkie, przemijają jak z bicza strzelił: a to się wyspać, a to posprzątać, a to spotkać się z tymi dawno nie widzianymi… Jestem!

Jeśli kiedyś wspominałam coś o szczęściu, choćby o tym krótkotrwałym, to stwierdzam i chwalę się – jestem szczęśliwa. Nie wiem, jak długo jeszcze i czy nie przeceniam teraz swej codzienności, ale czuję się nadzwyczaj dobrze.

Wrócił normalny tryb życia. Wstaję rano (co w sumie jest największym minusem tego wszystkiego), latam, jeżdżę, załatwiam, kładę się wcześniej spać ze zmęczenia i czuję się z tym wspaniale. Co prawda, pewnie to się zmieni i popadnę w swego rodzaju rutynę; potem przyjdzie zima: chandra, deprecha, śmierć chodząca – coroczny standard. Dlatego cieszę się chwilą obecną, bo jest mi naprawdę dobrze.

Ludzie są świetni. Ale to pewnie dlatego, że nie znamy się na tyle, by wiedzieć, co kto ma za uszami. Jest przyjemnie, przyjaźnie, a mordki same się do siebie uśmiechają. Znalazłam swoich ludzi!

Plan całkiem porządny, choć nieco luzacki. Zajęcia rano, południe wolne i znów wieczór spędzony na wykładach. W trzech różnych miejscach – na szczęście położonych blisko mnie i siebie wzajemnie, więc nie narzekam.
Wykładowcy sympatyczni, więc jest dobrze. Na ćwiczeniach w porządku, choć zajęcia w laboratorium mrożą krew w żyłach. W-f wkurza, bo jest kompletną stratą czasu, zwłaszcza, że mi przypadła siłownia. Brak masy, więc co tu rzeźbić? Zresztą, sił też brak… To jedyna beznadzieja.

Jest pięknie. Póki co, nie powinnam chwalić dnia przed zachodem słońca, ale też nie narzekam. Czyli mamy progres. A w nadchodzącym tygodniu – otrzęsiny!

Studiuję biotechnologię medyczną i pięknie wyglądam w fartuchu!

Mój hicior ostatnich dni: Myslovitz – Peggy Brown

Buziaczki!

 
 

  • RSS