RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

Rozdarcie zespojone obojętnością

27 kwi

Dobrze. Do czerwca temat nie miał być poruszany, ale dzieje się tak wiele rzeczy, że nie mam ochoty o nich się rozpisywać, przede wszystkim ze względu na brak czasu, więc napiszę o tym, co teraz, czyli o szkole i zbliżającej się maturze.

Zauważyłam, że im mniej ma się czasu na cokolwiek i jest się w ciągłym pędzie, zabieganiu i urywaniu głowy, człowieka ogarnia znieczulica. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Odkąd poszłam do liceum i naprawdę zaczęłam wykorzystywać czas albo odwrotnie… kiedy to czas zaczął wykorzystywać mnie, wszystko wokół stało się nieważne. Nasiliło się to w drugiej klasie, kiedy to prócz ośmiu godzin lekcji dziennie dochodziły po dwie godziny fakultetów; plus dojazd do domu, w związku z czym zero czasu, choćby nawet na pogłaskanie psa. Ale jest w tym jeden pozytyw: nie ma głupiego zastanawiania się nad daną sytuacją: co powiedzieć, co zrobić, jak wyglądać. Dzięki temu stałam się odważniejsza, bo i bardziej szczera, a zdanie innych na mój temat przestało mnie całkowicie obchodzić.
Nie myślałam jednak, że owa znieczulica przesiąknęła mnie aż tak głęboko. Wczoraj zakończenie roku szkolnego, zakończenie szkoły… Ze względu na swój dotychczasowy sentyment do wszystkiego rokrocznie pojawiało się lekkie ukłucie w sercu, że to koniec podstawówki, gimnazjum, że czeka mnie coś nowego. A wczoraj? Zakończyłam 12 lat swej pięknej edukacji. Zero uczuć, zero łez, zero uśmiechu (w końcu cały czas myślałam, że będzie to jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu). Takie sobie nic nie znaczące trzy godziny zakończenia… Może to dlatego, że jeszcze przez kilka dni w maju spotkam się z tymi ludźmi, z tą szkołą i zawalczę w niej o swoją przyszłość. Albo po prostu, robię się coraz bardziej gburowata…
Pasek jest, średnia powyżej 5,0 też. Czuję się spełniona? Nie. Czekam na koniec czerwca, kiedy odbiorę wyniki matur. Wtedy pogadamy o spełnieniu…
Znieczulica dotyka też matury. Nie, nie powiem, że mam ją gdzieś, bo jest zupełnie inaczej. Nie czuję jednak żadnego obowiązku nauki, przygotowań, liczę na łut szczęścia, żywię nadzieję na pytania, które okażą się proste tylko dla mnie (tak, ja w centrum wszystkiego). Od miesiąca nie mogę doczytać książki na ustny polski, choć dawno powinnam mieć już napisaną pracę. Wychowawczyni mówiła, że to dobrze, iż zima trwa tak długo, ponieważ wciąż myślimy, że to styczeń, a do matury daleko. To było zbyt dobre słowo. Gorący czas już za półtora tygodnia, a ja mam wrażenie jakby to rzeczywiście był styczeń.
Moim zdaniem matura to sprawa śmieszna, aż boki zrywać! Tworzy się wokół niej grubą otoczkę patosu, wymyśla regulaminy, dokumenty, stwarza aurę czysto urzędową. Aż chce się… wymiotować. A tak naprawdę nie różni się ona niczym od głupich testów po podstawówce czy egzaminów gimnazjalnych. No, może nazwą. Wzniosła, dojrzała matura! Choć to, że faktycznie może od niej zależeć cały los przystępującego do egzaminu biedaka to już inna sprawa, nie wspominając już o napsutej krwi i schorowanej wątrobie po różnych środkach odpornościowych, antystresujących czy wspomagających koncentrację.

Studia?
Chciałabym w głowie mieć mętlik. Mam pustkę.

I nie wiem już nic. Zdam to cholerstwo najlepiej jak tylko będę mogła i zobaczę, gdzie dostanę się z takimi wynikami. Oddaję się losowi. Co będzie, to będzie. Nienawidzę tej obojętności, choć tak dobrze się w niej czuję.

Po trzech latach wspólnego życia w klasie, kiedy wzajemnie obrabialiśmy sobie tyłki, teraz nastąpiła jedna wielka integracja. Były jakieś klasowe wypady z wychowawczynią do baru, na grille (kolejne w planach), karaoke, itp. Czy będzie mi ich wszystkich brakować? Nie. Jakoś nie dałam się wtopić w tę grupę i być jak ona – pewna siebie, mądra, mająca wszystko na wyciągnięcie ręki. To dziwne, jak ludzie potrafią być ze sobą na ostatnią chwilę. Tylko po to, żeby za moment mijając się na ulicy udawać, że się nie widzi i nie powiedzieć „cześć”.

Ciekawa jestem naszego jutra.
Jak potoczy się nasze życie? Gdzie będziemy za kilka miesięcy? Czy w ogóle – będziemy?

Dręczy mnie ta niepewność. Nienawidzę jej.

 

 
 

  • RSS