RSS
 

Nie jesteś szczęśliwa?

15 sty

Z czasem okazało się, że z Koksem łączy mnie więcej niż dzieli, czego nie spodziewałabym się nigdy, przypominając sobie nasze pierwsze spotkania. Kiedy ujawniłam mu zaufanie, którym go darzę – silny, przystojny, inteligentny i dojrzały facet w zaciszu granatowej eLki okazał się być jeszcze większym pesymistą ode mnie, balansującym gdzieś między marzeniami a realiami, uginającym się pod niemałą ilością problemów. Zaczęłam rozumieć jego cyznim, sceptycyzm i podejście do mojej osoby na początku wspólnych zajęć. Przecież jestem kropla w kroplę taka sama! Przecież postępuję identycznie!

W listopadzie, szykując się do pierwszego egzaminu, jeździliśmy sobie po mieście i rozmawialiśmy o zbliżającym się końcu świata, o tym, że nic nam się nie podoba, że biegniemy do celu, którego i tak nie osiągniemy, że idzie zima, że ciemno, że drogo i ogółem, że pięknie nie jest. Po chwili zaczął zdradzać mi jakieś swoje tajemnice, które faktycznie okazały się być sprawami wagi ciężkiej. Uśmiechnęłam się – lubiłam go coraz bardziej.

Nastało milczenie. W radio jakieś komercyjne kawałki. Stoimy w korku. Pukam palcami po kierownicy, on pstryka długopisem. Zaczęło kropić…
- Zuzka… – zaczął niepewnie, wręcz niezręcznie, znów używając imienia innego niż powinien. Poczułam, że nasza rozmowa przejdzie na jeszcze poważniejsze tory.
- Hm…? – mruknęłam, niby od niechcenia.
- Nie jesteś szczęśliwa?

Zatkało mnie. Pewnie zaraz zaczniemy filozofować. Piękne pytanie. Pytanie, na które od czapy nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Więc szybko je przeinaczyłam.
- Czy mam szczęście? – uśmiechnęłam się do siebie i swego przedziwnego cwaniactwa. – Nie mam szczęścia, ani trochę. Za cokolwiek się nie wezmę – wszystko wypada z rąk, rozpada się, kończy przed czasem albo długo po czasie. Moje marzenia są realne, ale Fortuna bawi się ze mną w kotka i myszkę. W sferze marzeń nie daje, bezczelna, za wygraną…
- Doskonale cię rozumiem… – rzekł, kiedy ruszyliśmy z miejsca. – Mam dokładnie to samo.
Znów uśmiechnęłam się do siebie. W sumie nie mam pojęcia z jakiego powodu. Może odrobinę bez sensu.
- A czego ci brakuje do szczęścia?
– ciągnął temat.
Rzuciłam na niego szybkie spojrzenie. Wpatrzony we mnie niecierpliwie czekał na odpowiedź. Cholera, grząski teren! Szybko zaczęłam kombinować, jakby przeinaczyć kolejne pytanie Koksa, ale to już nie było takie łatwe. Tym bardziej, że była to moja pierwsza jazda po zmroku i wjeżdżaliśmy na najgorsze rondo w mieście, na którym nigdy nie wiem, o co chodzi. I jeszcze ten deszcz! Muszę być uważna na drodze! Nie w głowie mi życiowe rozkminy…  Ale w końcu musiałam mu coś powiedzieć.
- Nie wiem – wykrztusiłam i zakończyłam temat.

 

Od tamtego czasu pytanie Hardcorowego często wraca mi na myśl. Nie jestem szczęśliwa?
Powinnam być szczęśliwa: mam obie ręce, obie nogi, potrafię sama funkcjonować, do czasu większość moich marzeń spełniała się, uczę się dobrze, łatwo nawiązuję znajomości, mam kochającą rodzinę, dach nad głową, materialnie niczego mi nie brakuje. Czego chcieć więcej?
Z drugiej jednak strony: dobra passa, która dość długo mi towarzyszyła, odeszła gdzieś daleko zostawiając mnie zupełnie samą. Wyznaczone cele – zamiast być coraz bliżej, stoją w miejscu lub, o zgrozo! oddalają się niemiłosiernie. Przed wykonaniem jakiegokolwiek czynu pojawia się masa wątpliwości. Często podejmowane decyzje kończą się kleską. Najgorsza jest niepewność. Nie mam pojęcia co czeka mnie jutro, za pół roku czy za rok. Nie ma nikogo, kto tak naprawdę mógłby mnie wesprzeć, dodać otuchy, powiedzieć prawdziwie i życzliwie: „wszystko będzie dobrze”… Jestem tu sama?

Nie pytałam Koksa czy jest szczęśliwy. Każdy ma swoje problemy, to oczywiste, ale on miał wszystko, czego dziś pragnę ja: kochającą rodzinę, pracę, bagaż doświadczeń, które pokazały mu jak żyć. Już nic go nie zaskoczy, świat nie przewróci się do góry nogami. On wie, że za rok będzie w tym samym miejscu – że będzie zwiedzał znane mu na pamięć szare budynki naszego nieciekawego miasta… Jest pewien jutra.

Czego brakuje mi do szczęścia?
Zbyt mało przeżyłam, by wiedzieć, co tak naprawdę jest esencją szczęścia. Może faktycznie bliskość drugiej osoby i wsparcie z jej strony? Tak, kiedy żyła moja Babcia, zdecydowanie czułam się lepiej stąpając po tym świecie. Ale teraz? Teraz może powinnam znaleźć bratnią duszę, z którą byłoby mi najlepiej pod słońcem? Może nawet powinnam się zakochać opływając w komplementach, czułych słówkach, rodząc motyle w swoim własnym i jego brzuchu? Ale nic na siłę. Przecież to nie takie proste. Nie mam czasu dla siebie, jak więc mogłabym znaleźć czas dla kogoś innego? Już to przerabiałam…
Jestem cząstką neutrino i nie jest mi dobrze.

Niech mi ktoś powie… Jak to z tym szczęściem jest?
Rammstein – Mein Herz brennt

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Angel666

    15 stycznia 2013 o 16:47

    Wiesz nie masz do końca racji nikt nie wie gdzie będzie za rok nawet twój instruktor jazdy. Mówisz stabilizacja stanie w miejscu coś takiego w pewnym sensie nie istnieje świat się kręci i idzie a my chcemy czy nie idziemy razem z nim. Ważne jest a żeby zacząć odnajdywać się w tym wszystkim jakoś powoli bez pośpiechu :) Zobaczysz będzie lepiej :d Wszystko będzie dobrze. Natomiast niepewność będzie Ci towarzyszyła przez całe życie trzeba nauczyć się z nią żyć i brać to co przyniesie. Co do miłości na nią zawsze można znaleźć czas. Bazując na moim przykładzie ja z moją wybranką jeszcze nie mieszkamy razem (jestem w trakcie planowania przeprowadzki) ale studiuje tam gdzie ona mieszka a pracuje gdzie indziej lecz odbiegłem od tematu.Pracuję 5 dni w tygodniu co 2 tydzień zjazd podczas mieszkam u niej lecz to bardziej ta że trzymam rzeczy bo siedzę na uczelni od 8 do 21 wiec w zasadzie mamy dla siebie tylko jeden week na 2 i korzystamy z tego maksymalnie nawet jak wrócę po nauce podobny do zombie żywcem wyrwanego z filmu „Walking Death” to po przyjściu jak ją widzę robi mi się dobrze. Wtedy po prostu ją przytulam i niech się wali świat nic więcej nie potrzeba :D. I powiem Ci tyle Zuza w każdym z nas siedzi pesymista i ma te gorsze dni ale jakoś to będzie. I tak jak napisałem jeszcze jak uczyłem się w liceum gdy omawialiśmy filozofie grecki w życiu potrzeba mieszanki wszystkiego radości szczęścia „Carpe Diem” ale również powagi zadumy przemyśleń dystansu i jeśli uda Ci się to wszystko jakoś wypośrodkować „a na pewno tego dokonasz” to wszystko będzie gites.

     
    • Smutna Dziewczyna

      15 stycznia 2013 o 20:02

      Spoko, już nie raz próbowałam znaleźć czas na wszystko: na obowiązki i na przyjemności. Nigdy się nie udawało. To z pewnością dlatego, że właśnie nie potrafię zbalansować tych wszystkich emocji. Więcej we mnie zadumy, powagi i tych innych często przytłaczających przemyśleń. Moje nastawienie do swiata zmieni się tylko wtedy, kiedy spadnie na mnie grom z jasnego nieba i trzaśnie mnie mocno w głowe. Jak na razie, nic takiego się nie wydarzyło.
      Co do Koksa. Chodzi mi o fakt, że jest w wieku, w którym osiągnął już wszystko; przynajmniej moim zdaniem. I cokolwiek się nie stanie – już nic go nie zaskoczy. Chyba, że będzie możliwość wyniesienia się na inną planetę, to urozmaici sobie życie na starość. :)

       
      • ~Angel666

        15 stycznia 2013 o 21:39

        Ale ja nie pisałem że musisz znaleźć czas na wszystko bo to niemożliwe

         
        • Smutna Dziewczyna

          15 stycznia 2013 o 23:10

          Dlatego muszę ograniczać swoje pragnienia.

           
  2. ~Angel666

    15 stycznia 2013 o 17:14

    A tak poza tematem na ponure humorki polecam kapele: Of Monsters And Men mają fajne piosenki przesycone bardzo pozytywną energią która daje kopa

     
  3. ~Pesymista

    15 stycznia 2013 o 19:58

    Szczęście, cóż to jest? Mógłbym tu wkleić co sądzą o szczęściu „wielcy” i „malutcy”, „gwiazdy” i „gwiazdeczki”, jaki jest sens wypisywania opinii swoich czy obcych? Szczęście jest sprawą indywidualną, każdy w czymś innym znajduje swój eden, swój raj. Mogę ci zaproponować pewien eksperyment, wmów sobie, że nic nie może ciebie zaskoczyć. Przez pierwszy tydzień bądź przez pierwsze dwa tygodnie nic się niestanie, jednak nie trać czujności.
    Co tyczy się samotności mam podobny problem do twojego, nie potrafię znaleźć swojego miejsca, brak osoby z którą mógłbym porozmawiać na każdy temat. Dasz radę, ja to wiem, miłego dnia/wieczora/tygodnia/miesiąca.
    Pozdrawiam Pesymista

     
    • Smutna Dziewczyna

      15 stycznia 2013 o 20:09

      Spokojnie; już od jakiegoś czasu nic mnie nie zaskakuje. Wszystko spływa po mnie jak po kaczce. Jestem zimna i obojętna. To chyba jakiś mega długotrwały eksperyment. Tylko co mają mi dać jego wyniki?
      Również pozdrawiam.

       
      • ~Angel666

        15 stycznia 2013 o 21:06

        Mówicie o porozmawianiu na każdy temat cóż czy nie po to po części jest ten Blog a żeby właśnie mówić o swoich przemyśleniach o których nie mówi się na co dzień i każdemu i rozmawiając o wszystkim :) nie żeby to miało zastąpić zwykłą normalną relacje z drugim człowiekiem ale tak mi się skojarzyło

         
        • Smutna Dziewczyna

          15 stycznia 2013 o 23:09

          Mój blog miał wyglądać zupełnie inaczej i nie miał być w tak dużej mierze o mnie. Inni dokoła mnie wiedzą o tym, co mi w głowie siedzi, więc to żadna tajemnica. Rozmowa tutaj to nie to samo, co rozmowa w rzeczywistości.

           
          • ~Angel666

            16 stycznia 2013 o 07:16

            Rozmowa w necie nigdy nie będzie taka sama choć net pozwala na większe grono odbiorców i potrafi skupić ludzi z całkowicie innymi poglądami do dyskusji :D
            A oto przecież chodzi plus net ma tą przewagę że ludzie w pewnym stopniu czują się anonimowi i bardziej otwarci. I jak miał wyglądać blog??

             
            • ~Smutna Dziewczyna

              16 stycznia 2013 o 14:13

              To miały być moje przemyślenia na różne, codziennie sytuacje. A nie o mnie, o moich rozterkach czy zmianie humoru co pięć minut…
              A Of Monsters And Men bardzo przyjemne! Dzięki. :)

               
  4. ~WonderGirl

    15 stycznia 2013 o 20:07

    Szczęście to taki slogan marketingowy. Każdemu się tłucze do głowy, że co dzień powinien być szczęśliwy i spełniony, ale w praktyce wygląda to trochę gorzej.
    Czy ja jestem szczęśliwa? Zawsze mi się wydawało, że jestem. Co sobie wymyśliłam, to mi się udało to zdobyć.
    Moim największym celem było dostać się na staż rządowy dla tłumaczy. Udało się? Udało się.
    Powinnam być szczęśliwa, biorąc pod uwagę, jak o to walczyłam, ale nie mogę z czystym sumieniem podejść do lustra i głośno powiedzieć: „Tak, jestem szczęśliwa”.
    Bo zawsze się znajdzie jakieś mniejsze lub większe zmartwienie, lub ktoś, kto nam to szczęście wybije z głowy.

     
    • Smutna Dziewczyna

      15 stycznia 2013 o 20:11

      Oj, tak…

       
    • ~Angel666

      15 stycznia 2013 o 21:02

      Bez obrazy ale spełniasz cele jakie sobie stawiasz itd.itp.to albo jesteś piekielnie drobnostkowa i byle co może ci zepsuć wszystko albo to nie są prawdziwe cele i to czego chcesz.

       
      • ~Wonder-Girl

        17 stycznia 2013 o 18:38

        Chodzi jedynie o to, że człowieka czasem ogromne wątpliwości dopadają.

        Ja przecież nie mowie, że życie jest dupy… życie jest spoko, tylko czasem potrafi być trudne.
        Rzuciłam się na głęboką wodę, jest mi czasem ciężko i w takich momentach nie umiem sobie powiedzieć, ze jestem szczęśliwa.
        Zadowolona, owszem, ale nie szczęśliwa.

         
        • Smutna Dziewczyna

          17 stycznia 2013 o 18:44

          O, to chyba właśnie mam podobnie.

           
          • ~Angel666

            18 stycznia 2013 o 23:58

            Ale człowieka zawsze ogarniały ogarniają i będą ogarniać wątpliwości i na tym polega życie na parciu do przodu i cieszeniu się z tego co się ma. Sam wielokrotnie narzekam na szefa albo na coś innego ale na tym polega życie ciągłe wyzwania. I to jest chyba naprawdę piękne w życiu bo człowiek nie stoi stawia przed sob nowe granice które przekracza. Ale jestem pod wpływem dobrego trunku i chyba już gadam od rzeczy PEACE.

             
  5. ~Fekisurnomo

    16 stycznia 2013 o 18:27

    Zauważyłem, że ludzie to za dużo od tego świata wymagają. Jak ktoś nawet w totka wygra to zaraz mówi: To tylko kilka milionów, mogłoby być kilkanaście. Bla bla bla. Czy jestem szczęśliwy? Cholera jasna, a co to ma niby znaczyć? Pewnie, że jestem. Bo cieszę się z małych i codziennych rzeczy. I tyle. Rano wstanie słońce, po zimie będzie wiosna itp. itd.
    Mam wrażenie, że ludzie myślą, że będą żyć wiecznie, dlatego tak „wysoko stawiają sobie cele”. A może trzeba trochę wyluzować? Wziąć na wstrzymania i nie sprężać tak pośladów? Może trzeba po prostu odetchnąć głęboko, popatrzeć na ten świat i zacząć cieszyć się z drobnych i nie przede wszystkim nie przejmować się na zapas. Nie zdam matury? To nie zdam, to coś wymyśle. Trzeba umieć się dostosować do sytuacji, bo i tak niczego w życiu się nie zaplanuję w 100%. A jak ktoś myśli, że da radę wszystko przewidzieć to proponuję od razu kupić długi i mocny sznur albo zawczasu wybrać jakiś wysoki most, bo na pewno się rozczaruję i to bardzo :P

     
    • Smutna Dziewczyna

      17 stycznia 2013 o 18:47

      Cieżko jest wyluzować na cztery miesiące przed maturą, skoro wszystkie poprzednie lata harowałeś jak wół, by osiągnąć jakiś cel, by być kimś innym niż wszyscy. I w tym momencie robi Ci sie przykro, bo okazuje się, że te wszystkie starania poszły najprawdopodobniej na marne…

       
      • ~fekisurnomo

        17 stycznia 2013 o 19:45

        By być innym niż wszyscy trzeba przede wszystkim pracować nad swoją osobowością a nie pozycją społeczną (nie wiem w jaki sposób dobrze zdana matura może wyróżniać kogoś z pośród innych ludzi).
        Znam ludzi, którzy nie mają matury a są dużo inteligentniejsi i mają dużo więcej ciekawych i mądrych rzeczy do powiedzenia niż niejeden profesor.
        Jeżeli myślisz, że będziesz lepsza, bo lepiej zdasz maturę, bo będziesz miała więcej pieniędzy, lepszy ciuch lub samochód to się mylisz.

         
        • ~Smutna Dziewczyna

          17 stycznia 2013 o 22:21

          Wcale tak nie myślę.

           
        • ~WonderGirl

          17 stycznia 2013 o 23:16

          Ale przecież nie chodzi o samą maturę… :P
          Jestem pewna, że chodzi też o wymarzone studia i przyszłość zawodową.
          Watpię, żeby Smutnej chodziło o maturę per se. :P

           
          • ~fekisurnomo

            18 stycznia 2013 o 12:31

            Wymarzone studia czy przyszłość zawodowa też nikogo nie wyróżnia in plus czy in minus w społeczeństwie. Co za różnica czy ktoś będzie lekarzem, czy śmieciarzem? Osobiście wolę uczciwego i sympatycznego śmieciarza niż zadufanego w sobie lekarza.
            Studia „dla papieru” lub „bo nie znajdę bez nich pracy” są głupotą. Na studia się idzie by się czegoś dowiedzieć, a nie po papier. Jeżeli niczego się ze studiów nie wyniesie, to dyplom jest g*wno warty.

             
            • ~Angel666

              18 stycznia 2013 o 16:31

              Dobrze powiedziane :D

               
            • ~Smutna Dziewczyna

              18 stycznia 2013 o 18:32

              Studia poszerzają horyzonty, do czego dążę. Nie chodzi mi o samą naukę. Chodzi mi o ludzi, których mogę tam poznać, o sytuacje, które mogę przeżyć, o miejsca, w których mogę być… Nie mówię, że bez studiów tego nie osiągnę, ale z pewnością miałabym to wszystko utrudnione.
              Jestem ciekawa świata i chciałabym w końcu poczuć jakiekolwiek przyjemne zaskoczenie. Ot, cały problem.

               
              • ~fekisurnomo

                18 stycznia 2013 o 21:57

                Z tego co wiem, żeby poznać środowisko studenckie i akademickie nie trzeba być studentem. A poszerzanie horyzontów zależy tylko i wyłącznie od Ciebie a nie od studiów. Chcesz być w jakimś miejscu. Żadne studia Ci tego nie zapewnią, póki sama nie ruszysz dupy i się w tym miejscu nie znajdziesz. Chcesz poznać ludzi? To idź i ich poznaj, nie potrzebujesz do tego legitymacji studenckiej. Przyjemne zaskoczenie, na studiach? Możesz się bardzo rozczarować :) (ale niewykluczone, że będziesz też pozytywnie zaskoczona, chociaż szczerze mówiąc nie wiem czym).

                 
                • Smutna Dziewczyna

                  18 stycznia 2013 o 22:39

                  Tak, poszerzenie horyzontów zależy ode mnie, dlatego „ruszam dupę”, jak ładnie to określiłeś, i robię to, co chcę – mam na myśli studia. Twoje argumenty niestety do mnie nie przemawiają. A w życiu rozczaruję się jeszcze nie raz, więc nie będzie żadnej szkody.

                  PS. Rozumiem, że chcesz mnie zniechęcić do studiowania, tak?

                   
                  • ~fekisurnomo

                    18 stycznia 2013 o 22:49

                    Nie chce nikogo zniechęcić do studiowania. Ale bardzo często widuję na uczelni ludzi, którzy (nawet się nie kryją) przyszli tu tylko po papier albo „na imprezy”. Osoby, którym prace zaliczeniowe (włącznie z licencjatem i magisterką) piszą opłaceni ludzie. Osoby, z którymi można porozmawiać tylko i wyłącznie o sporcie (część męska) i kosmetykach (część żeńska). Osoby, które „nie czytają książek” (o dziwo, również na filologii). I dlatego, staram się zweryfikować po prostu, powód Twojej chęci studiowania. Bo jeżeli marzy Ci się poznawanie ludzi, otoczenia itp. To radzę iść do pracy. Będziesz przynajmniej na to miała pieniądze i czas. Bo na studiach – to nie zawsze :P Ale jeżeli chcesz poznawać jakąś, wybraną dziedzinę nauki, i nie myślisz zbytnio o przyszłości czy karierze – to zapraszam. Jeżeli nie będziesz chciała się uczyć (nie mówię o zakuwaniu i jechaniu na samych piątkach, ale o ciekawości świata i zgłębianiu dziedziny, która Cię interesuję) to studia nie dadzą Ci niczego prócz zmarnowanych 3 lub 5 latach.

                     
                    • ~Angel666

                      19 stycznia 2013 o 00:13

                      Nie do końca lecz studia są dla ludzi którzy chcą tam być i właśnie nie dla papierka bo ja kto określił pięknie fekisurnomo na studiach jest pełno pozerów. Ale czytając co piszesz po części chcesz iść na studia choć ciężko stwierdzić czy dla samego studiowania czy też dla tego a żeby się doskonalić. Na moim kierunku spotkałem ludzi w zakresie od 18 lat do 40 i powiem Ci że ludzie starsi którzy już nabrali troszkę pokory podchodzą całkiem inaczej do kwestii studiowania. Natomiast co do samej wiedzy istnieją ludzie potrafiący się doskonalić sami, ale nie wszyscy tacy są. I nikt Cię nie zniechęca do studiowania chodzi bardziej o podejście nawet nie twoje ale ogólnie ludzi że jak nie masz studiów to jesteś nikim. To bzdura jakiej świat nie widział przed 89 może studia były na naprawdę wysokim poziomie i kształciły naprawdę elitę a teraz bywa z tym różnie. Dlatego nie traktuj studiów jak wyrocznie bo się mocno zawiedziesz. Ludzie są wartościowi i bez tego byle mieli jakiś pomysł na życie co ich satysfakcjonuje a nie innych którzy wywierają presję i wymagają. Nie wiem czy dobrze odebrałem przekaz fekisurnomo ale takie też jest moje zdanie.

                       
                    • Smutna Dziewczyna

                      19 stycznia 2013 o 12:45

                      Okej. Kto powiedział, że niby uważam, iż bez studiów jest się nikim? Bo ten wątek występuje już któryś raz w Waszych komentarzach, jakbym twierdziła, że człowiek bez wyższego wykształcenia jest bezwartościowy… Hm?

                       
            • ~WonderGirl

              18 stycznia 2013 o 21:55

              Kto tu mówi o wyróżnianiu się? To jest raczej kwestia spełniania swoich planów czy też marzeń.
              Nikt nie idzie na studia po to, żeby się wyróżnić, to już nie te czasy, gdy studia były dla „elity” .

               
  6. ~Gravenus

    16 stycznia 2013 o 19:50

    Może masz przypadłość do negowania szczęścia i szukasz dziury w całym, nawet wtedy, gdy jest dobrze. Może wtedy gdy się o coś martwisz, jesteś mniej szczęśliwa czujesz, że naprawdę żyjesz. Może widzisz wszystko w barwach nie tak kolorowych jak innych, ale nie koniecznie, aż tak optymistycznych, przez co nie cieszysz się z jakichś danych rzeczy tak, jak inni i przez to myślisz, że to szczęście w żadnym stopniu Cię nie dotyczy. Szczęście to rzecz względna, jeden widzi je tam, gdzie go nie ma, a drugi ciągle myśli o swoim szczęściu jak o nieszczęściu. Tak naprawdę wszystko zależy od Twojego podejścia (i kto to mówi? podpowiem – melancholik)… Ja osobiście nie trafiłem na szczęście w żadnym związku, tak wiem, całe życie przede mną, tylko, że ja będąc na ten przykład w związku, modliłem się, by tylko się zakończył. Może też trafiłem na niewłaściwą osobę i to nie było to.
    Nie potrafię Ci doradzić w taki sposób jaki bym chciał, ponieważ nie znam Cię jako persony. A z marzeniami, wiem, że „niektórych drzwi się nie otwiera”, czyli niektóre marzenia powinny zostać tylko marzeniami. Spełniając je można złapać mega doła. Reasumują, szczęście jest bardzo indywidualnym doznaniem, zupełnie jak śmierć. Z tą jednak różnicą, że każdy widzi szczęście gdzieś indziej.

    PS: Pozazdroszczę Ci stylu w jakim piszesz. Dawno nie spotkałem bloga, który w jakiś sposób mnie sobą zachwycił… Winszuję.

     
    • Smutna Dziewczyna

      17 stycznia 2013 o 18:43

      Jejku, dziękuję! Aż się zawstydziłam… :)
      Co było nie tak w Twoim związku, że aż tak bardzo chciałeś go zakończyć?

       
      • ~Gravenus

        20 stycznia 2013 o 11:14

        Wszystko. Nic mi nie pasowało. Czułem się w nim źle, po przez znudzenie i rutynę w jaką popadliśmy w zasadzie od samego początku. A po kilku miesiącach doszliśmy do wniosku, że to był niewypał.

         
        • ~Angel666

          22 stycznia 2013 o 07:44

          Hmmm jak tam się modliłeś o jego koniec to czemu nie zakończyłeś tego szybciej tylko czekałeś z tym kilka miesięcy, to jest chore troszeczkę.

           
          • ~Gravenus

            23 stycznia 2013 o 12:20

            Szerze powiedziawszy, nie jestem Ci w żaden racjonalny sposób odpowiedzieć na to pytanie.

             
  7. ~A.

    16 stycznia 2013 o 22:28

    Tak to jest z tym szczęściem, że czasem je odczuwamy, nie mając nic i żadnego ku temu powodu, a czasem czujemy się nieszczęśliwi, mając wszystko… Kto wie, o co w tym wszystkim chodzi?
    Masz świetny styl, naprawdę bardzo fajnie się czyta. Ciekawie. Super jednym słowem.
    Pozdrawiam :)

     
    • Smutna Dziewczyna

      17 stycznia 2013 o 18:44

      Cieszę się, że się podoba. :D

       
  8. ~opryskliwa

    19 stycznia 2013 o 18:47

    Szczęście? Czym jest szczęście w tej szarej przygnębiającej rzeczywistości?
    Zgodzę się, niepewność jest najgorsza, ale ja staram się nie wybiegać myślami w przód i nie rozmyślam o tym co będzie za tydzień czy dwa, staram się żyć teraźniejszością. Jakbym miała rozkminiać co będę robić za rok i czy uda mi się zrealizować moje wszystkie „plano-marzenia” już dawno padłabym na zawał. Wolę o tym nie myśleć. Owszem czasem myślę, ale staram się tego unikać.
    I zgodzę się też z tym, że jesteśmy zbyt młode, żeby doznać tego jedynego, prawdziwego szczęścia, czymkolwiek by ono było.
    Dodam jeszcze, że czytając ostatni fragment notki poczułam się jakbym czytała o sobie. Nie wiem czym tak naprawdę jest szczęście, moja Babcia też zmarła i była dla mnie opoką i najlepszą przyjaciółką. I może ja też powinnam się zadurzyć w kimś, ale tym razem z wzajemnością… ( A miałam takie dobre podejście na początku pisania tego komentarza, ale znów zaczęłam za dużo myśleć, no ale nieważne.)
    Pozdrawiam

     
  9. ~Angel666

    22 stycznia 2013 o 07:41

    Hmmm uważam że nikt nie zarzuca ci mówienie że któraś grupa jest gorsza bądź lepsza albo że ktoś jest mnie czy bardziej wartościowy. Ta dyskusja ma na celu pokazanie że na studiach i maturze świat się nie kończy i że cokolwiek się stanie trzeba się nie załamywać tylko przeć do przodu. Uważam że taki przekaz miała ta cała dyskusja. I nikt cię nie odciąga od studiów ani od nauki bo to też jest w życiu ważne doskonalenie się i dokształcanie tylko że studia nie są jedna jedyną właściwą ścieżką a jest ich wiele. A pisanie tego wszystkiego nie ma na celu obudzenia jakichkolwiek negatywnych uczuć ale uświadomienie sobie że jak coś się nie uda można żyć dalej tylko trzeba chcieć przeć dalej na przód i się nie załamywać .

     
    • Smutna Dziewczyna

      22 stycznia 2013 o 18:27

      Sprawa oczywista. Nie mam pięciu lat.

       
 

  • RSS