RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2013

Zima z radiem

22 sty

To pierwszy raz i mam nadzieję, że jednocześnie - ostatni. Ze znajomymi nie cieszyliśmy się wcale na ferie. W końcu co to za wolne, kiedy musisz się uczyć do matury? Plany były ambitne: ogarnąć całą cytologię, biochemię i botanikę oraz przeliczyć z chemii wszystko, co jest możliwe do przeliczenia, napisać pracę na ustny polski i jednocześnie przy tym wszystkim odpocząć.
Skończyłam „Granicę”, przeliczyłam efekty energetyczne reakcji chemiczych, a biologii nawet nie powąchałam. Pięknie, w sobotę olimpiada biologiczna. Nie szkodzi, nie zależy mi na niej. Rok temu brałam w niej udział i wiem, że potrzebnego poziomu wiedzy na ową olimpiadę nie osiągnę nigdy. Zrobię sobie chociaż przejażdżkę i wstanę wcześniej, by tam dojechać.

Bo przesypiam całe ferie!
Zauważyłam, że z roku na rok w wolnym od szkoły czasie chodzę coraz później spać. W tym roku czwarta nad ranem to norma. Pobudka o 13:30, chociaż dzisiaj nawet o 14:00… Chodzę z kalkulatorem - „będę liczyć!”, „czas się pouczyć!” – mówię sobie i… idę sprzątać.
Tak, ferie to jedyny czas, kiedy sprzątam sama z siebie, bez przymusu. W domu zrobiło się piękniej, czyściej, przytulniej; w końcu ostatnią taką operację przeprowadziłam rok temu…

Zepsuł się telewizor w kuchni. Jego obecność tam to ciekawa sprawa, wiem; ale owy sprzęt w tym pomieszczeniu mnie nie dziwi, bo stoi tam odkąd pamiętam. Pewnie, gdyby było inaczej, na żaden telewizor w kuchni bym się nie zgodziła. Nawet za milion dolarów. Przerzuciłam się więc na radio, bo w domu nie może panować cisza. Włączamy telewzior tylko po to, żeby ten kradł prąd. W tym samym czasie czytamy książki, rozmawiamy, pracujemy, włączamy komputer, robimy zupełnie co innego… Żyjemy sobie po swojemu, na tle hałasującego pudła (czyt. telewizora).
Cała rodzina zmuszona jest teraz do słuchania Merkurego (polecam!). Jest nawet przyjemniej. Ciekawe audycje, regionalne wiadomości, zmysłowe głosy (wpadł mi ktoś w ucho) i muzyka dla każdego. Pudło jest już naprawione, ale zdaje się, że wszyscy domownicy o nim zapomnieli. Zdrowiej.

Nigdzie nie chciałam jechać, bo miałam się uczyć. Nigdzie nie pojechałam, uczyć – też się nie uczyłam, ale tak to już z moimi planami jest. Ze znajomymi się nie spotykam, bo powyjeżdżali, pochorowali, porozkochiwali się… Pod koniec tygodnia jadę do miasta pogadać z doradcą zawodowym (uwielbiam swoją szkołę za chęć pomocy maturzystom!) i na jazdy. Zbliża się egzamin. Koksu wspiera jak może, choć to bez sensu, ponieważ i tak nie zdam. To taka jazda próbna, bo za pierwszym razem nie zdałam… teorii. Skoro nie potrafiłam zdać testu, do którego miałam odpowiedzi i byłam perfekcyjnie (!) przygotowana, to co z tą maturą, pytam? Eee tam… Do dziś się z tego chichram pod nosem!
Swoją drogą, teraz po wprowadzeniu nowych zasad – prawie nikt nie zdaje teorii za pierwszym razem. Nie jest źle.

Siedzę rozleniwniona w kuchni, sączę gorącą kawę, czytam „Sublokatorkę” H. Krall, pies goni swój ogon, w tle gra radio… Do zamknięcia tej pięknej kompozycji brakuje tylko papierosa między palcami, wielkiech, włochatych, puchatych skarpetek, które w końcu by mnie ogrzały i wyostrzenia barw w urojonym fotoszopie.

Mietek Szcześniak – Spoza nas – nutka prosto z radia. Rozpływająca się po ciele bossa nova i piękne słowa księdza Twardowskiego. I w sumie mogłoby pozostać tak już na zawsze, ale siedzi we mnie coś, co popycha do przodu… Bezczelne.

 

Nie jesteś szczęśliwa?

15 sty

Z czasem okazało się, że z Koksem łączy mnie więcej niż dzieli, czego nie spodziewałabym się nigdy, przypominając sobie nasze pierwsze spotkania. Kiedy ujawniłam mu zaufanie, którym go darzę – silny, przystojny, inteligentny i dojrzały facet w zaciszu granatowej eLki okazał się być jeszcze większym pesymistą ode mnie, balansującym gdzieś między marzeniami a realiami, uginającym się pod niemałą ilością problemów. Zaczęłam rozumieć jego cyznim, sceptycyzm i podejście do mojej osoby na początku wspólnych zajęć. Przecież jestem kropla w kroplę taka sama! Przecież postępuję identycznie!

W listopadzie, szykując się do pierwszego egzaminu, jeździliśmy sobie po mieście i rozmawialiśmy o zbliżającym się końcu świata, o tym, że nic nam się nie podoba, że biegniemy do celu, którego i tak nie osiągniemy, że idzie zima, że ciemno, że drogo i ogółem, że pięknie nie jest. Po chwili zaczął zdradzać mi jakieś swoje tajemnice, które faktycznie okazały się być sprawami wagi ciężkiej. Uśmiechnęłam się – lubiłam go coraz bardziej.

Nastało milczenie. W radio jakieś komercyjne kawałki. Stoimy w korku. Pukam palcami po kierownicy, on pstryka długopisem. Zaczęło kropić…
- Zuzka… – zaczął niepewnie, wręcz niezręcznie, znów używając imienia innego niż powinien. Poczułam, że nasza rozmowa przejdzie na jeszcze poważniejsze tory.
- Hm…? – mruknęłam, niby od niechcenia.
- Nie jesteś szczęśliwa?

Zatkało mnie. Pewnie zaraz zaczniemy filozofować. Piękne pytanie. Pytanie, na które od czapy nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Więc szybko je przeinaczyłam.
- Czy mam szczęście? – uśmiechnęłam się do siebie i swego przedziwnego cwaniactwa. – Nie mam szczęścia, ani trochę. Za cokolwiek się nie wezmę – wszystko wypada z rąk, rozpada się, kończy przed czasem albo długo po czasie. Moje marzenia są realne, ale Fortuna bawi się ze mną w kotka i myszkę. W sferze marzeń nie daje, bezczelna, za wygraną…
- Doskonale cię rozumiem… – rzekł, kiedy ruszyliśmy z miejsca. – Mam dokładnie to samo.
Znów uśmiechnęłam się do siebie. W sumie nie mam pojęcia z jakiego powodu. Może odrobinę bez sensu.
- A czego ci brakuje do szczęścia?
– ciągnął temat.
Rzuciłam na niego szybkie spojrzenie. Wpatrzony we mnie niecierpliwie czekał na odpowiedź. Cholera, grząski teren! Szybko zaczęłam kombinować, jakby przeinaczyć kolejne pytanie Koksa, ale to już nie było takie łatwe. Tym bardziej, że była to moja pierwsza jazda po zmroku i wjeżdżaliśmy na najgorsze rondo w mieście, na którym nigdy nie wiem, o co chodzi. I jeszcze ten deszcz! Muszę być uważna na drodze! Nie w głowie mi życiowe rozkminy…  Ale w końcu musiałam mu coś powiedzieć.
- Nie wiem – wykrztusiłam i zakończyłam temat.

 

Od tamtego czasu pytanie Hardcorowego często wraca mi na myśl. Nie jestem szczęśliwa?
Powinnam być szczęśliwa: mam obie ręce, obie nogi, potrafię sama funkcjonować, do czasu większość moich marzeń spełniała się, uczę się dobrze, łatwo nawiązuję znajomości, mam kochającą rodzinę, dach nad głową, materialnie niczego mi nie brakuje. Czego chcieć więcej?
Z drugiej jednak strony: dobra passa, która dość długo mi towarzyszyła, odeszła gdzieś daleko zostawiając mnie zupełnie samą. Wyznaczone cele – zamiast być coraz bliżej, stoją w miejscu lub, o zgrozo! oddalają się niemiłosiernie. Przed wykonaniem jakiegokolwiek czynu pojawia się masa wątpliwości. Często podejmowane decyzje kończą się kleską. Najgorsza jest niepewność. Nie mam pojęcia co czeka mnie jutro, za pół roku czy za rok. Nie ma nikogo, kto tak naprawdę mógłby mnie wesprzeć, dodać otuchy, powiedzieć prawdziwie i życzliwie: „wszystko będzie dobrze”… Jestem tu sama?

Nie pytałam Koksa czy jest szczęśliwy. Każdy ma swoje problemy, to oczywiste, ale on miał wszystko, czego dziś pragnę ja: kochającą rodzinę, pracę, bagaż doświadczeń, które pokazały mu jak żyć. Już nic go nie zaskoczy, świat nie przewróci się do góry nogami. On wie, że za rok będzie w tym samym miejscu – że będzie zwiedzał znane mu na pamięć szare budynki naszego nieciekawego miasta… Jest pewien jutra.

Czego brakuje mi do szczęścia?
Zbyt mało przeżyłam, by wiedzieć, co tak naprawdę jest esencją szczęścia. Może faktycznie bliskość drugiej osoby i wsparcie z jej strony? Tak, kiedy żyła moja Babcia, zdecydowanie czułam się lepiej stąpając po tym świecie. Ale teraz? Teraz może powinnam znaleźć bratnią duszę, z którą byłoby mi najlepiej pod słońcem? Może nawet powinnam się zakochać opływając w komplementach, czułych słówkach, rodząc motyle w swoim własnym i jego brzuchu? Ale nic na siłę. Przecież to nie takie proste. Nie mam czasu dla siebie, jak więc mogłabym znaleźć czas dla kogoś innego? Już to przerabiałam…
Jestem cząstką neutrino i nie jest mi dobrze.

Niech mi ktoś powie… Jak to z tym szczęściem jest?
Rammstein – Mein Herz brennt

 

Z nadzieją w nowy rok

04 sty

Sylwester był piękny.
31 grudnia roku pańskiego minionego po długiej trzygodzinnej nocy, o 6:20 nad ranem mój organizm został zajęty przez trzech zaborców: Grypę Żołądkową, Grypę Jelitową oraz Babskie Sprawy. Był to bardzo długi dzień umierania, przez obcych ludzi uznany za przedsylwestrowego kaca. Przed północą chciałam wywiesić już białą flagę, ale życzenia: „by Nowy Rok obfitował w zdrowie(…)” dały mi nadzieję, by przeżyć jeszcze kilka godzin i sprawdzić, czy z tym zdrowiem to przypadkiem nie prawda. Prawda, 1 stycznia byłam żywa. Ledwo, ale zawsze… To tylko zatrucie, musiałam zjeść coś nie tak.  Boję się tylko, że wyczerpałam już limit spełniania noworocznych życzeń…

I przyszedł Nowy Rok. Nie mam żadnych postanowień, bo nigdy nie potrafiłam sie zdyscyplinować i zrobić coś w danym kierunku. Mam kilka planów na najbliższe dwanaście miesięcy, ale nie będę się rozpisywać na  ich temat, bo znając życie jeszcze się nie sprawdzą i będzie lipa…

A „nie ma lipy”! To jedno, czego chcę.
Nie będzie lip, nie będzie do dupy, do bani, do kitu, do cholery, bez sensu… Będzie dobrze. A jeśli nie będzie dobrze, to zrobię tak, by przynajmniej nie było źle. Świąteczna przerwa dała mi odpoczynek i czas na przemyślenia. Za dużo narzekam, zbyt czarno to wszystko widzę i źle się wtedy czuję. A nie powinno tak być. Powinnam uwierzyć w siebie. Chociaż trochę…
Oczywiście, numer jeden na ten rok to matura. Muszę myśleć pozytywnie, bo w stanie totalnej agonii umysłu nie osiągnę tego, czego tak bardzo pragnę. A poza tym, jak można żyć w ciągłym przygnębieniu? Koniec z tym, przynajmniej do maja.

Jest czwaty dzień nowego roku. Trzymam się dobrze, choć głowa już paruje (nie ma to jak próbne matury zaraz po świątecznej przerwie). W poniedziałek koniec semestru, od piątku ferie, wtrakcie studniówka. I chociaż tak bardzo mi się nie chcę – zaciskam zęby oraz pięści i pobiegnę do przodu.

Bo kto jak kto, ale ja nie dam sobie rady?

 

Wszystkiego dobrego na nowy rok!

Rammstein – Sonne

 
 

  • RSS